Ostatnią filiżankę kawy
Wypijesz letnim wieczorem
Adapter będzie ci grał
Wspomnień z lat dawnych przeboje
W kominku ogień zatańczy
Ciepłem otulając pokój
I tylko w duszy śpiewając
Poczujesz ten sen
Ten sen...i...
Spokój!
Spokój
Ten spokój!
Na dworze nastanie półmrok
Noc prędko chciała zawitać
By w tafli jeziora twego
Popatrzeć w odbicie księżyca
Niebo będzie się błyszczeć
Gwiazdami obsypane
Tak jasne tej nocy jednej
Tajemnicą jakby usłane
Usłane tajemnicą
Tajemnicą
I wtedy znów poczujesz
W tej chwili i półmroku
Ten jeden osobliwy
Spokój!
Spokój
Osobliwy spokój
I już nie będzie myśli
Pytań bez odpowiedzi
Będą
Te szepty wiatru
Wśród drzew będą gdzieś biegły
Złe sny odejdą w niepamięć
Zabierze ją ta jedna noc letnia
Odejdzie już dawny smutek
W tych wiatru nocy szeptach
Wiatru wiatru
nocy szeptach
I krople wody zmyją
Dawne troski i żale
By móc bez niepokoju
Pójść tam
Gdzie zawsze iść chciałeś
Bo w chwili tej obecnej
Gdy słyszysz swego serca bicia
Nie pragniesz już czegoś bardziej
Jak spokojnego własnego życia
Spokojnego życia
życia
Spokojnego
A kiedy księżyca blaski
Odejdą wraz ze wschodem
Słońce roztopi twe serce
By to co złe
Odeszło wraz z mrozem
Bo wiosna to nie zima
Nie skuta jest dzisiaj lodem
Nie chłodzi nikogo nie trzyma
Nie wieje zimnym słowem
To pierwsze kwiaty marcowe
Bazie i słońce bez lodów
To twój tej nocy jednej...
Tak wyczekany
Spokój!
spokój
Twój Spokój!
I nie ma już wątpliwości
Błądzących kiedyś w półmroku
Jest cisza pełna lekkości
W tej ciszy panuje
Spokój!
Twój Spokój!
spokój...!