(Zwrotka 1)
Piątek, piąteczek, piątunio – słodki szept
Wchodzi pod skórę jak wadliwy prąd.
Zaczyna się melanż, czuję ten dreszcz
Na zewnątrz neon, w środku gęsty deszcz.
Idziesz przez korytarz, zbijasz te piątki
Wokół na ziemi szklane szczątki.
Wszędzie rozrzucone małpki, bezimienny tłum
Depczesz po nich cicho, nie robiąc szumu.
(Pre-chorus)
Lód pęka w szklankach, pęka im głos
Rzucają na szalę swój marny los.
Pod stopami szkło, puste oczy z dna
To wasza wolność, to wasza gra.
(Refren)
To mój piątek, krwawy piątunio
Wszyscy toną, a gwiazdy im luną.
Sztuczny uśmiech, plastikowy śmiech
W tym ciemnym klubie zabraknie nam tchu.
Zaczyna się melanż, bez końca i dna
Ty tracisz siebie, a zyskuję ja.
(Bridge)
Z każdego łyka budujesz więzienie
Ciasne ściany, lepkie urojenie.
Zaraz się zbudzisz, zimny i spocony
W szarym pokoju, przez lęk osaczony.
Wstrząsy rękami, ciało obce i obce
Zbijasz piątkę z diabłem na krawędzi w nocy.
Więzienie ze szkła, kraty z procentów
Brak ci oddechu, brak ci fundamentów.
(Outro - Poranek)
Światło poranka tnie jak brzytwa
Skończona noc, skończona bitwa.
Wszędzie rozrzucone małpki, puste i małe
Ty idziesz prosto, nie mrużysz ócz
W kieszeni pewnie trzymasz swój klucz.
Zbijasz ostatnią piątkę ze świtem
Czysty porządek pod tym błękitem.