Jestem Grinczem i to się nie zmienia
Nie cierpię świąt Bożego Narodzenia
Całej tej obłudy, życzeń i łez w oku
Dobrze, że to się dzieje tylko raz jeden w roku
Na co dzień ludzie są sobie wilkami
w samotności bez pomocy walczą z problemami
Rodzina co żyje tuż za rogiem
często największym jest dla siebie wrogiem
Czasem pod jednym dachem
niby razem, ale jednak sami
Gardzą innych obecnością i ich uczuciami
Lub zamiast przyjąć dobrą od bliskich radę
Wszędzie wietrzą przeciw sobie podstępy i zdradę
W święta na moment to wszystko się zmienia
Formułkowe często nieprawdziwe składają życzenia
Na twarzach maski ubrane fałszywe
Przyklejony uśmiech słowa dobrotliwe
A w ich głowach prawdziwa rozgrywa się walka
Czy z zawiści nie wytknąć starych życia błędów
Nie przypomnieć urazy, która tkwi jak zadra
Często przy tym bez myślenia zadają pytania
Na które nie da się odpowiedzieć
Bez wstydu i zakłopotania
Jestem Grinczem i to się nie zmienia
Nie cierpię świąt Bożego Narodzenia
Całej tej obłudy, życzeń i łez w oku
Dobrze, że to się dzieje tylko raz jeden w roku
Wszyscy oszczędności swoje naruszają
Pokazując rodzinie jak bogato żyją
W centrach handlowych komercja króluje
Co chęć zysku pod przykrywką tradycji maskuje
Tu prawdziwy cel głęboko jest schowany
Pod sztucznymi choinkami i w blasku światełek
I choć początkowo inne masz plany
Kupujesz i wydajesz kupujesz i wydajesz coraz większe sumy
tym wszystkim sprytnie zmanipulowany
Wszyscy zmęczeni w hałasie i tłoku
Trafione lub nie kupują prezenty
Potem w napięciu czekają na werdykt
Patrzą, czy nikły pojawi się uśmiech
Czy jakiś delikatny błysk zabłyśnie w oku
Później na portalach jest pełna oferta
Prezentów znowu nie trafionych w święta
Jestem Grinczem i to się nie zmienia
Nie cierpię świąt Bożego Narodzenia
Całej tej obłudy, życzeń i łez w oku
Dobrze, że to się dzieje tylko raz jeden w roku
Do późna pieczenie w nocy gotowanie
Teraz w jedzeniu i piciu nieumiarkowanie
Niezdrowo godzinami przy stole powoli
Dwanaście potraw jak każe tradycja
dojadają ciastem aż każdego boli
Wszyscy z przejedzenia po brzuchach się masują
Alkoholu zabraknie, jedzenia zostanie
Kilogramy potem z przesadzenia
w lodówkach się psują
Kilogramy potem z przesadzenia
w śmietnikach lądują
A biedni ludzie w święta i po świętach tak samo głodują
Jestem Grinczem i to się nie zmienia
Nie cierpię świąt Bożego Narodzenia
Może zrobimy rachunek sumienia
Zrozumiemy czym jest tradycja
Każdy będzie lepszy każdy coś pozmienia
Wtedy ja przestanę być Grinczem
Zacznę lubić święta
i do swojego powrócę imienia