Zawsze byliśmy jak ogień i stal, dwóch przeciwko światu, jeden wspólny plan,
Drogi się rozeszły – ty na wschód, ja na zachód,
Miasto cię wciągnęło, jakbyś tonął w piachu.
Dzwonię – słyszę echo, zamiast twoich słów,
Cienie w twoim głosie, jakbyś został sam z burz.
Bracie, pamiętasz? Przecież mieliśmy nie pękać,
Teraz czuję tylko mur, a w nim pusty temat.
Daleko stąd – lecz ciągle słyszę twój puls,
Choć świat cię gnie, to nie odwracam się już.
Nie ma więzi silniejszej niż ta, którą znamy —
Nawet jeśli nałóg próbuje spalić nas!
Bracie, krzycz! Ja odpowiem ci echem!
Nawet gdy runiesz – podniosę cię z ziemi.
Nie ma drogi tak długiej, by zgubiła nam sens,
Wziąłeś na plecy swój ciężar, ja pomogę go nieść!
Bratni krzyk — przez przestrzeń i mrok,
Bratni krzyk — to nasz wieczny kod!
Wiem, co cię trzyma, wiem, co cię gniecie,
Chemia w żyłach udaje twój przyjacielski szept.
Ale ja cię znam, widziałem cię wielkim,
Nie pozwolę, byś zniknął wśród pustych ulic, jak cień.
Przypomnij sobie te noce, gdy paliliśmy gniew,
Śmiech odbijał się od ścian – wtedy życie miało sens.
Teraz piszę ten wers, jak sygnał ratunkowy,
Bo braterstwo to nie słowa – to ramiona gotowe.
Daleko stąd – lecz ciągle słyszę twój puls,
Gdy idziesz w dół – idę z tobą na dno i znów w górę.
Jeśli nie możesz już walczyć – ja zawalczę za dwóch!
Bracie, krzycz! Ja odpowiem ci echem!
Nawet gdy runiesz – podniosę cię z ziemi.
Nie ma drogi tak długiej, by zgubiła nam sens,
Wziąłeś na plecy swój ciężar, ja pomogę go nieść!
Bratni krzyk — przez przestrzeń i mrok,
Bratni krzyk — to nasz wieczny kod!
Nie jesteś sam… (nie jesteś sam!)
Choć świat cię łamie… (świat cię łamie!)
Póki oddychasz — brat stoi przy tobie!
Wstanieeeeem!
I gdy powiesz: „nie dam rady” — odpowiem: „damy radę!”
Przez każdy kilometr, każdy upadek.
Bo braterstwo to nie słabość, tylko wieczny pakt,
A mój głos, gdy cię wołam, zawsze trafi cię w takt!