Znowu budzik nie zaspał, ale ja zgubiłem rytm,
Kolejny wielki sukces zamienił się w dym.
Gdy inni biorą złoto, ja zbieram tylko kurz,
Na mojej mapie szczęścia znów brakuje dróg.
To nie jest jeden dzień, to cała seria zdarzeń,
Jakby ktoś z góry skreślał listę moich marzeń.
Stoję na środku skrzyżowania, gdzie zgasły wszystkie światła,
Moja codzienność nigdy nie była zbyt łatwa.
(Refren)
I choćby pech trzymał mnie za gardło co noc,
Ja wciąż czuję w sercu tę ukrytą moc.
Bo mam ich obok – mój bastion, mój bezpieczny port,
Ludzi, co zawsze wybaczą każdy błąd.
Wiem, że nie upadnę, mam kogo za rękę brać,
Dzięki nim mogę w największej ulewie trwać.
Nie wyjdzie dziś? Trudno. Spróbuję raz jeszcze,
Bo wierzę w słońce, choć teraz czuję dreszcze.
(Zwrotka 2)
Mówią, że los jest ślepy, ja myślę, że mnie zna,
Zawsze tam, gdzie dołek, on mi szansę da.
Ale kiedy upadam i czuję zimny grunt,
W mojej głowie nie rodzi się żaden bunt.
Bo słyszę głosy bliskich: „Dasz radę, to tylko kurz”,
Rodzice, przyjaciele – mówią: „Nie martw się już”.
Mam plecy osłonięte przez armię dobrych dusz,
Z nimi przejdę przez ogień i przez ostrza noży, tuż.
(Bridge)
To nie jest piosenka o tym, że przegrałem bieg,
To hymn o tym, że mam najsilniejszy brzeg.
Jutro wstanę wcześniej, spojrzę prosto w twarz losowi,
Bo nikt, kto kocha, nigdy się nie podda połowie.
(Refren)
I choćby pech trzymał mnie za gardło co noc...
(Outro)
Będzie dobrze. Już to widzę na horyzoncie.
Z taką ekipą... zawsze będę na froncie.
Pech mnie nie złamie.
Mam Was.