Kończę się w twoich ścianach. Potrafisz być próżnią bogatą w nieszczęścia. W jednym pokoju ja w drugim ty - z przyzwyczajeń półpiętra pragnień bez schodów.
Idziemy tam na zawsze i zawsze tak samo trudno pisze się kredą
na parapecie
zatrzymują ruch białe firanki z lumpeksu
i wszystko stoi dziś w oknie
nawet nienapisana książka
czyta się ciągle na jednej stronie
A miało być coś co przetrwałoby koniec świata, A było coś co nigdy się nie zaczęło
gdzieś w siódmym niebie narysujesz czarnym węglem czaszkę