[Zwrotka 1]
Dziś sobota, dzwoni Gawron – „stary, wbijaj na działkę”,
W tle słychać węgiel, ogień, wóda i gadka.
Znamy się od lat, nie trzeba formalności,
Tu nie chodzi o szefów – tylko o przyjaźń i prostych.
Przychodzę z paczką, siadam, już lecą śmiechy,
Obok Gienia z Heniem opowiadają wiechy.
Płoną skrzydełka, kręci się karkówka,
A DJ puszcza klasyki – K44 i Wzgórza.
---
[Zwrotka 2]
Z butli leci temat – kto kogo i gdzie złamał,
A Gawron znowu rzuca teksty jak z kabaretu Kanał.
Każdy ma tu historię, nie z fejsa – z życia,
Tu wódka nie udaje wina, a blizna to pamiątka.
W dymie grillowym snują się wersy jak z bajki,
Ktoś wrzuci beatbox – ziomek łapie za majk.
Tu nie ma prestiżu, nie ma blichtru z centrum,
Tylko serce i kiełbasa na ruszcie, brat – w tym jest sens tu.
---
[Zwrotka 3]
Podchodzę bliżej – ktoś właśnie freestyle wlepia,
A Gawron już krzyczy: „dawaj zwrotkę z podziemia!”
Więc lecę, z ust para, w ręce browar,
Ktoś nagrywa to fonem, mówi: „to idzie do odtwarzacza”.
W tle dzieciaki grają w nogę, stare baby zerkają,
Ale nikt tu nie robi lipy – każdy zna sąsiada.
Czas się zatrzymał – 90s jak z filmu,
A przy grillu jak zawsze: trochę dymu, trochę stylu.
---
[Zwrotka 4]
Zanim noc zapadnie, podnoszę kielon,
Za przyjaźń, za to miejsce – za tych, co nie z nami, wiadomo.
Gawron się śmieje: „To grill, nie gala Fryderyk!”
Ale każdy tu wie – to nasz moment, nasz beat.
Nie potrzebujemy sceny, fleszy i lajków,
Tu każdy ma swój mikrofon – choćby zrobiony z patyka.
I kiedy się rozejdziemy w swoje światy z bloku,
„Grill u Gawrona” zostanie – legenda na osiedlowym stoku.