[intro]
Może uznasz, że historia ta szalona
Ale nie
Ta logika jak ósemka odwrócona
Nie nie nie
Fałsz i prawda jednocześnie
By zapomnieć jest za wcześnie jeszcze
A ty wiesz, że...
[Verse 1]
Czas mi mija szybko, nic mi się nie dłuży
Ewidentnie brak ciebie mi służy
Oczy nie mętne, oczy suche, bez kałuży
Łzy nie moim atrybutem przecież wiesz
Poznanie ciebie to pech, czuję to w duszy
Co ja czuję? Przecież nic, wszystko co mówiłem fotomontaż i na wodę pic
Myślałem o tobie, tylko raz, mówię dość, mówię pas, nie ma szans, nie ma nas!
[Chorus]
Twoje dłonie nigdy mnie nie gładziły
Twoje słowa nigdy mnie nie ukoiły
Twój uśmiech nie wywoływał mojego
Brak wspomnień miłych, niczego dobrego
Twoje dłonie nigdy mnie nie gładziły
Twoje słowa nigdy mnie nie ukoiły
Twój uśmiech nie wywoływał mojego
Brak wspomnień miłych, niczego dobrego
[Verse 2]
Już prawie zapomniałem całkiem, nie było wcale ciężko, już nie zagryzam zębów
Nic złego nie powiedziałem, nie popełniałem błędów
To wszystko bardzo proste, radzę sobie dobrze, Bandżi bez liny nie związane z mostem
Jestem bez winy, to chyba oczywiste
W kółko spadam na ziemię, albo w myślach wiszę
Słyszę ciszę, a ta cisza mnie ratuje
Żadna myśl nie męczy, nikt nie współczuje
Czuję się najlepiej, ja się już położę
Boże
Może jestem dziś bezpieczny, pochowałem wszystkie noże
Peron zamknięty, a gapie się zbierają
Moje imię, w wiadomościach w końcu wyświetlają
Lufa jeszcze ciepła, a ściana zmienia kolor
Już nie walczę ze sobą, moje myśli się mnie boją, w końcu ucichły, przypadek nie związany z bronią.
[Chorus]
Twoje dłonie nigdy mnie nie gładziły
Twoje słowa nigdy mnie nie ukoiły
Twój uśmiech nie wywoływał mojego
Brak wspomnień miłych, niczego dobrego
Twój głos nie cieszył mnie wcale
Twa obecność znaczenie ma małe
Ciebie brak nie przynosi mi emocji
Nie czuję niczego, ani smutku ani złości!