[Intro]
Otwórz oczy, bo wkrótce mogą się zamknąć,
Lepiej słuchaj, bo może mnie zabraknąć
I zabraknie wkrótce, prędzej czy później
[Verse 1]
Rodzimy się w długach, karmieni złudzeniem,
Szkoła nie uczy życia, tylko jak być narzędziem.
Ucz się, pracuj i nie pytaj o sens,
Bo jak zapytasz — system rzuci cię w cień.
Napędzaj machinę, takie twe zadanie
Możesz mnie nazwać szczerym draniem
Telewizja pluje nam luksusem w twarz,
Elity się śmieją, bo mają swój świat,
Ty masz kredyt, stres i przed sobą tylko czas.
[Chorus]
Świat się kończy, a my wciąż w kolejce,
Po nowy iPhone, co się dzieje z tym społeczeństwem?
Ceny jak rak — rosną i zżerają cię do kości,
A polityk się śmieje, mówią że nie ma się co złościć,
Tu nie ma ratunku i nie ma zbawienia,
Planeta ziemia nie do ocalenia!
[Verse 2]
Ziemia krzyczy, rzeki cuchną plastikiem,
Ale ważniejszy jest TikTok i selfie z drinkiem.
Lajki to tlen, bez nich nie istniejesz,
A jak umrzesz? Kurwa, nikt nie zauważy, że byłeś.
Śmierć jest tabu, póki nas nie dotyczy,
A jak się zbliży, to nikt cię nie słyszy.
Starzy w domach opieki — samotni, bez siły,
Za to rząd rozdaje premie, no kurwa — dla elity.
[Chorus]
Po nowy iPhone, co się dzieje z tym społeczeństwem?
Ceny jak rak — rosną, zżerają cię do kości,
A polityk się śmieje, mówią że nie ma co się złościć,
Dzieci patrzą na matki bez siły w oczach,
Ojciec zasuwa za grosze — życie na pokaz.
Tu nie ma ratunku i nie ma zbawienia,
Tylko sen bez snu i strach w sens życia zwątpienia
Planeta ziemia nie do ocalenia!
Nie ma leku na śmierć, nie ma resetu duszy,
Każdy z nas krwawi, każdy z nas się dusi .
Płonie ziemia, topnieją lodowce
Wciąż zadaje sobie pytanie "jak to było być tamtym chłopcem"
[Verse 3]
Religia w ryzach trzyma, jest złudną nadzieją,
Bez niej ciężej się nam umiera,
Bo wiesz że nic tam na ciebie nie czeka
I przyrzekam, że będę dalej kroczył z uśmiechem, choć znam prawdę o sensie istnienia,
Ilu z nas umiera z uśmiechem na twarzy?
Odpowiem - niewielu, nikt o tym nie marzy.
Mówią: "pracuj, a dojdziesz do celu",
Tylko że ten cel to grób – z marmuru czy z betonu, a na co to komu?
I jak się nie zbuntujesz, to cię przemielą,
Bo to nie system — to pierdolone piekło.
[Chorus]
Dzieci patrzą na matki bez siły w oczach,
Ojciec zasuwa za grosze — życie na pokaz.
Tu nie ma ratunku i nie ma zbawienia,
Tylko sen bez snu i strach w sens życia zwątpienia
Nie ma leku na śmierć, nie ma resetu duszy,
Każdy z nas krwawi i każdy się dusi.
Płonie ziemia! Topnieją lodówce,
Wciąż zadaje sobie pytanie "jak to było być tamtym chłopcem
Tu nie ma ratunku i nie ma zbawienia,
Tylko sen bez snu i strach w sens życia zwątpienia.
[Outro]
To nie koniec — to rachunek za grzechy,
Za ślepotę, za pychę, za cyfrowe uśmiechy.
System cię kocha, dopóki coś dajesz,
Potem wypierdala jak śmiecia — którym się stajesz.
Rodzimy się, by żyć.
Żyjemy, by pracować.
Żyjemy by umierać.
Pracujemy, by przetrwać.
Trwamy by cierpieć, taka to kołyska życia przeklęta,
A potem...
Cisza.
I nikt nie pamięta.