[sad]
Słońce wstaje, nowy dzień,
Złote myśli niosą cień.
Ptak za oknem cicho gra,
Melodia, którą każdy zna.
Serce bije rytmem chwil,
Marzeń pełen, czuję styl.
[sad]
Kolejny świt, a słońce jakby z blachy
Nie ma już barw, świat skurczył się do chaty.
W lustrze widzę twarz, której już nie poznaję,
Puste oczy, cień, co nigdy nie ustaje.
Mówią mi "Odezwij się, co u ciebie słychać?",
Ale pusta skrzynka, nikt nie chce mnie usłyszeć,
Nikt nie dzwoni pierwszy, to ja mam wyciągać rękę,
Łamią mnie słowami, czuję tylko mękę.
Każde "Jak tam?" to cios, pusty frazes rzucony,
Przez tych, co stoją z boku, sobą zafascynowani.
Jestem silny, tak, słyszałem to tysiąc razy,
Ale ta siła to mur, za którym stoją głazy.
Nie daję już rady, choć walczę dzień po dniu,
Tonę w bagnie myśli, brak mi tchu
I choć zaciskam pięści, brakuje mi już sił,
To życie boli tak, że z oczu płynie pył.
Każdy uśmiech to maska, każde słowo to kłamstwo,
A w środku mnie pustka, ciągłe szaleństwo i draństwo.
Nikt nie widzi łez, co płyną w ciemną noc,
Samotność jest cicha, a zabiera każdą moc.
O Boże, zabierz ten ból, to wołanie duszy mej,
Bo nie wiem, jak mam żyć, wśród tych wszystkich obojętnych twarzy.
[sad]
Ciągle coś źle robię, ciągle jestem winny,
Nigdy nie dość dobry, zawsze jakiś inny.
Staram się dopasować, wcisnąć w Wasz idealny świat,
Ale znowu potknięcie, znowu gorzki fakt.
Spojrzenia pełne litości, albo co gorsza, oceny,
Jakbym sam wybrał ten stan, jakbym chciał być więziony.
Depresja to bestia, co zjada mnie od środka,
A Wy mówicie: "Weź się w garść", "Idź na krótką kładkę".
Łatwo mówić z zewnątrz, gdy serce nie jest z ołowiu,
Gdy w głowie nie gra orkiestra smutku i bólu.
Chciałbym krzyczeć, że tonę, ale gardło zaciśnięte,
Życie jest poplątane, wszystkie ścieżki przecięte.
Mam dość tych obietnic, mam dość tych pustych słów,
Chcę poczuć ulgę, chcę wreszcie zacząć żyć znów.
[sad]
I choć zaciskam pięści, brakuje mi już sił,
To życie boli tak, że z oczu płynie pył.
Każdy uśmiech to maska, każde słowo to kłamstwo,
A w środku mnie pustka, ciągłe szaleństwo i draństwo.
Nikt nie widzi łez, co płyną w ciemną noc,
Samotność jest cicha, a zabiera każdą moc.
O Boże, zabierz ten ból, to wołanie duszy mej,
Bo nie wiem, jak mam żyć, wśród tych wszystkich obojętnych twarzy.