(zwrotka 1)
Kurwa, znowu leje z drzewa ten syf jebany,
Auto całe oblepione jakby naszczały barany.
Maska się klei, szyba jak po bitwie w lesie,
Codziennie rano mam ochotę spalić ten pieprzony cień.
(refren)
Bo pierdoli to drzewo, kapie jakby miało sraczkę,
Nie żywica to, kurwa, to jakaś leśna pułapka.
Myję, pucuję, a ono się śmieje mi w ryj,
Klejący koszmar – jebać to drzewo, pierdolony kij.
(zwrotka 2)
Stało się tu, kurwa, jak jakiś święty pomnik,
A mój lakier wygląda jak po wojnie w Czarnobyl.
Dzwoniłem do miasta – "proszę zgłosić pisemnie",
Chuja zrobili, tylko jeszcze bardziej mi ciśnienie jebnie.
(refren)
Bo pierdoli to drzewo, kapie jakby miało sraczkę,
Nie żywica to, kurwa, to jakaś leśna pułapka.
Myję, pucuję, a ono się śmieje mi w ryj,
Klejący koszmar – jebać to drzewo, pierdolony kij.
(bridge)
Wieczorami mam wizje, jak z piłą idę pod nie,
Ciach, ciach – i po problemie, jebany konar pęknie.
Nie chcę być przestępcą, nie chcę w sądzie siedzieć,
Ale jeśli jeszcze raz mi nakapie – to przysięgam, mogę przegiąć.
(ostatni refren)
Bo pierdoli to drzewo, niech je szlag w końcu trafi,
Niech piorun w nie jebnie, niech się na dwa rozj**ie.
Auto mam dość – klei się jak tania pornografia,
A to wszystko przez to drzewo – jebana chlorofilna mafia.