Budzi mnie znów chłodny głos, chociaż nikt nie mówi do mnie
Gdzie te ciepło z twoich rąk nadal nie trafiło do mnie
Jak mam uczyć się na błędach jak ich nie można popełniać
Jak się cieszyć kurwa chwilą skoro trzeba jakoś przetrwać
Jak ma lecieć piskle dopiero wyklute
Wie że się nie uda ale mimo to próbuje
Jak to wytłumaczyć i skąd wiesz że to rozumie
Jak ułożyć całość gdy są pogubione puzzle
Mogę krzyczeć, zdzierać gardło I nie akceptować siebie
O ścianę kruszyć pięści mówiąc jutro będzie lepiej
Przez jedną sytuację, w oczach odpala się rentgen
Najpierw z błotem mieszać chcą potem bądź dobrym człowiekiem
Żyć chcę w pełnym słońcu a nie w cieniu stać i płakać
Żyć chociaż przez chwilę, czuć, dotykać, brać i dawać
Przesiąknięty nienawiścią do całego świata
Wyłącz mi te myśli, nie chcę już ich kurwa błagam
Spadam, nie chcę tego chcę się czego złapać
Spokój w końcu poczuć do którego nie znam hasła
Nie wiem co napisać, żartowałem to był sarkazm
Wczoraj, dziś i jutro jedna i ta sama kalka
Zlewają się dni... wszystkie są podobne
Nie śni mi się nic, dobre sny są w chuj kosztowne
Kręcę w kółko się...szukam w tym jakiegoś celu
Cała Polska śpi, a ja nabieram rozpędu
Powiedz, co łapie za serce w chorych czasach
Dobro, mimo wszystko kiedyś zacznie wracać
Marze, o tym żeby nauczyć się płakać
Kupić trochę czasu, żeby śmiać się nie przepraszać