(Intro)
(Słychać szuranie ołówka po papierze, potem dźwięk temperowania)
Twardy ołówek… H-dwójka.
Pierwsza kreska zawsze jest najtrudniejsza.
Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
(Zwrotka 1)
Biała płaszczyzna jak zima, sterylna i zimna,
Moja ręka drży, bo presja jest nieziemska, niewidzialna.
Chcę uchwycić ten moment, ten jeden błysk w oku,
Ale ołówek stawia opór, gra ze mną w kotka i myszkę co krok.
Linia prosta krzywi się, perspektywa ucieka,
Wena to surowy nauczyciel, na poprawki nie czeka.
Gumka do mazania już czarna od potu i stresu,
Robię szkic, zmazuję, znowu… zero progresu.
Aż nagle – cieniowanie wchodzi gładko jak masło,
Światło pada idealnie, w głowie mi się rozjaśniło.
Kontur zaczyna żyć, nabiera masy i formy,
Wychodzę poza schemat, łamię artystyczne normy.
(Refren) x2
To walka ołówek kontra pustka, gra o wysoką stawkę,
Kiedy wpada wena, rysuję całą swoją biografię.
Cień i światło, kontrast, kreska wyraźna jak życie,
Szkicownik pełen emocji, to moje jedyne odkrycie.
(Zwrotka 2)
Czernie są głębokie jak otchłań, biele rażą w oczy,
Nie wiem, czy to ja rysuję, czy to rysunek mnąroczy.
Detal za detalem, zamazuję palcem grafit,
To nie jest ładny obrazek, to surowy, brudny trafik.
Wena rysownika to obsesja na punkcie szczegółu,
Zapominam o jedzeniu, ignoruję potrzebę snu i ruchu.
Ręka boli, nadgarstek prosi o przerwę i litość,
Ale nie mogę przestać, muszę wylać z siebie tę gęstość.
Spojrzenie w lustro – wyglądam jak zjawa,
Ale na papierze… na papierze dzieje się sprawa.
Ostatni pociąg cienia, finałowa kreska,
Gotowe. Ta cisza po pracy jest dla mnie najlepsza.
(Refren) x2
To walka ołówek kontra pustka, gra o wysoką stawkę,
Kiedy wpada wena, rysuję całą swoją biografię.
Cień i światło, kontrast, kreska wyraźna jak życie,
Szkicownik pełen emocji, to moje jedyne odkrycie.
(Outro)
(Dźwięk zamykanego szkicownika)
Kolejna strona zapełniona.
Jutro... jutro będę musiał to pokolorować.
Albo zostawię tak jak jest. Surowe.