Siedem lat za tymi samymi drzwiami,
ten sam korytarz zna nasze plany.
Tu uczyłem się wstawać po burzach,
tu ktoś mówił: „dasz radę”, nie „musisz”.
Ściany słyszały śmiech i złość,
łzy w poduszkę, nadzieję na coś.
Ten ośrodek to nie tylko mury,
to historie zapisane w głowie i skórze.Bo siedem lat to kawałek mnie,
tu dorastałem dzień po dniu.
Wychowawcy — dziękuję wam,
za światło, gdy brakowało snu.
A obok zawsze siostra ma,
Oliwia — mój bezpieczny ląd,
gdy świat się chwiał, trzymała mnie,
żebym nie zniknął stąd.Były chwile ciężkie jak noc,
kiedy nie wiedziałem, gdzie iść.
Wychowawca siadł, powiedział cicho:
„Nie jesteś sam, możesz tu być”.
Były rozmowy do późna,
zwykłe słowa, a zmieniały los.
Czasem wystarczył jeden gest,
żeby znów uwierzyć w coś.Bo siedem lat to kawałek mnie,
tu nauczyłem się żyć.
Wychowawcy — za każdy dzień,
za cierpliwość, za wasz spokój i krzyk.
A Oliwia, moja siostra krew,
śmiała się, gdy bolał świat,
przy niej nawet najgorszy dzień
miał sens i jakiś ślad.Nie wszystko było łatwe, wiem,
czasem chciałem stąd uciec w cień.
Ale dziś, gdy patrzę wstecz,
widzę, że to był mój czas, mój bieg.Siedem lat — już minął czas,
ale zostanie w nas.
Ten ośrodek, twarze, sny,
te wspólne „jutro” i „dziś”.
Wychowawcy, Oliwia — dziękuję wam,
za to, kim teraz jestem ja.To nie koniec, to tylko znak,
że z tego miejsca wziąłem świat.