To już trzeci rok gdy ciebie już nie ma.
Ciągle widzę jak zielenią,żółkną liście drzewa.
A w pokoju przechodzą tylko cienia jak bym widział czas którego nie ma.
Ubolewam a serce się kraje jak wytłumaczyć co w twojej, mojej głowie się dzieje. Zatapiam wspomnienia, zatapiam nadzieję co kolwiek się stanie to już nie do odnowienia. Ból zostaje w sercu czerwcowy chłód ciągle przypominam na kalendarzu zapis osiem ciągle przypomina.
Bo tyle miłości, poświęceń oddałem tobie i zmienił bym bieg wydarzeń uchronił przed alienowanym potworem.
Za dużo? Za mało? Może za mało się starałem?
Za mało za dużo? Kto wie może wreszcie to zrozumiesz!
Za dużo za mało? A wszytko to tobie oddałem.
Za mało za dużo? Zrozum byłeś i jesteś moim ideałem.
Popatrz w niebo tam będę patrzył i ja, kiedy dzień zakryje oczy ja będę tam, spoglądał na ciebie kiedy będziesz sam, kiedy będziesz samotny a życie podłoży kłody pod nogi, wyciągnę rękę i serce które od narodzin oddałem.
I tak po cichu wierzę że wreszcie wyjdziesz z pod konarów drzew, potwora już nie będzie, to był tylko zły sen który nękał nas przez tyle lat.
Tyle bólu nękania nie zadał nam nikt, zwalczymy to razem popatrzymy w górę ty i ja.
Ty i ja.
Za dużo? Za mało? Może za malo się starałem
Za mało za dużo? Kto wie może wreszcie to zrozumiesz!
Za dużo za mało? A wszytko to tobie oddałem.
Za mało za dużo? Zrozum byłeś i jesteś moim ideałem.