Kolejny piątek i ten sam ból w skroni,
Gdy patrzę w okno, a miasto się broni
Przed szarym deszczem i chłodem co wnika
W serce, co liczy minuty i tyka.
Dwieście pięćdziesiąt kilometrów to niby nie tak dużo,
Ale kiedy serce tęskni, każda droga jest za duża.
Pięćdziesiąt plus... i ta miłość nie młoda,
A jednak w żyłach płynie czysta, gorąca woda.
Bo kiedy przyjedziesz, wnosząc zapach jesieni,
Wszystko się nagle na ciepło zamieni.
Złoty liść spada, a w dłoniach Twój dotyk,
Wszystkiemu na przekór i wbrew tym samotnym
Tygodniom, co płyną jak rzeki do morza.
To nasza stacja, to nasza podróż, to nasza zła pora
Zamieniona w weekendowy raj.
Niech świat mówi, co chce – Ty i ja to naj.
W lodówce znów pusto, w szafie cicho leżą
Dwa Twoje swetry, co wciąż mi przypomną
Ten zapach jeziora i dymu z komina,
Co w głowie mi dzwoni, gdy cisza zaczyna
Zbyt głośno krzyczeć o braku i smutku.
Wtedy sięgam po zdjęcia, szukam tego kąciku,
Gdzie Twój uśmiech kładzie na smutek opatrunek.
To cena, jaką płaci ten piękny ratunek.
Wiem, że Ty także słuchasz, jak ten pociąg jedzie.
Bo kiedy przyjedziesz, wnosząc zapach jesieni,
Wszystko się nagle na ciepło zamieni.
Złoty liść spada, a w dłoniach Twój dotyk,
Wszystkiemu na przekór i wbrew tym samotnym
Tygodniom, co płyną jak rzeki do morza.
To nasza stacja, to nasza podróż, to nasza zła pora
Zamieniona w weekendowy raj.
Niech świat mówi, co chce – Ty i ja to naj.
I chociaż inni już osiedli, zakotwiczyli dom,
Nam wciąż w duszy gra ten dalekobieżny ton.
To nie kaprys, to nie młody, szalony błąd,
To dojrzała siła, która łamie każdy ląd.
Bo kiedy patrzę w Twoje oczy zmęczone drogą,
Wiem, że wolałabym to, niż żyć z kimś obok
Bez iskry, bez tego drżenia, co budzi mnie co rano.
Warto czekać, choćby wszystko się rozpadło i rozsypało.
Bo kiedy przyjedziesz, wnosząc zapach jesieni,
Wszystko się nagle na ciepło zamieni.
Złoty liść spada, a w dłoniach Twój dotyk,
Wszystkiemu na przekór i wbrew tym samotnym
Tygodniom, co płyną jak rzeki do morza.
To nasza stacja, to nasza podróż, to nasza zła pora
Zamieniona w weekendowy raj.
Niech świat mówi, co chce – Ty i ja to naj.
Zawsze będę czekać na ten piątkowy pociąg...
Te dwieście pięćdziesiąt kilometrów...
Są tylko mostem...
Do nas.
[Male Vocal]