Pamiętam wykłady, ostatnie rzędy i ciszę,
twoja dłoń nieśmiało łapie moją – już wtedy wiedziałam, że zniknę.
Bez słów, a tak głośno, serce wali jak bas,
patrzę na twoją twarz, kolczyki łapią każdy blask.
Byłaś zamknięta jak list, co bał się otwarcia,
a ja czytałam między wersami, bez nacisku, bez parcia.
I nie wiem kiedy dokładnie stało się to „my”,
ale świat nabrał kolorów odkąd obok jesteś ty.
To ty otworzyłaś mnie na świat,
nauczyłaś oddychać pełniej.
A ja pokazałam ci ludzi,
że nie każdy chce odejść…
W mojej złotej godzinie jesteś światłem i snem,
kiedy wszystko się trzęsie, ty wiesz, czego chcę.
Zanim zdążę to nazwać, już czytasz mnie w myślach,
i trzymasz mnie mocno, gdy noc bywa ciemna zbyt cicha.
I don't need no light to see you
Shine
It's your golden hour
You slow down time
In your golden hour
Były noce na płaczu, podłoga i ściany,
łzy mieszały się z ciszą, świat był za duży, za rany.
Ale były też noce namiętne jak szept,
kiedy czas przestawał istnieć, liczyła się tylko treść.
Częściej wiesz, czego potrzebuję, niż ja sama,
czy to herbata, czy milczenie, czy „zostań do rana”.
Nie pytasz za dużo, po prostu tam jesteś,
i nawet w chaosie czuję się bezpiecznie.
Jeśli zgubię się znowu, bądź moim znakiem,
jak zachód słońca, co wraca codziennie.
Nie musisz być głośna, nie musisz się spieszyć —
ja i tak wybiorę ciebie.
W mojej złotej godzinie to twoja twarz,
każdy moment z tobą ma sens i czas.
I choć świat się zmienia, jedno wiem na pewno:
jesteś moim światłem. Zawsze. Na pewno.