Mam nadzieję, że nie myślisz,
że dziś jestem zły na ciebie,
bo miłość z gniewem nigdy
nie mieszka pod jednym niebem.
Albo toniesz w uczuciach,
albo giniesz od złości,
ja nie chcę nic od życia,
poza twoim uśmiechem i bliskością.
Zanim zranię twoje serce,
kupię ci cały świat,
żebyś miała gdzie uciekać,
gdy we mnie wybuchnie wiatr.
Żebyś mogła się uśmiechać,
gdy mnie połamie burza,
bo mój świat bez ciebie gaśnie,
jak zerwana z drzewa róża.
Może jestem zbyt uparty,
może dumny aż do łez,
ale kiedy mówisz „dosyć”,
pęka we mnie każdy wers.
Ile razy sklejałem nas,
jak pęknięte lustra szkło,
każda rysa to wspomnienie,
każde słowo boli wciąż.
Ty milczysz jak zimny grudzień,
ja krzyczę bez żadnych słów,
a najgłośniej przecież boli
to, czego nie mówi nikt z nas dwóch.
Refren
Kocham cię jak ogień kocha wiatr,
rozpalasz mnie i gasisz świat.
Zostawiasz żar, zostawiasz dym,
a ja wciąż nie wiem, kim mam być.
Bo kiedy jesteś — czuję raj,
gdy odchodzisz — gaśnie maj.
Brakuje tchu w jednej sekundzie,
jakby świat zatrzymał puls już.
Pamiętasz tamte długie noce?
Księżyc był jedynym świadkiem,
gdy mówiłaś: „Nie boję się jutra,
dopóki jesteś obok naprawdę.”
A dziś każde „jestem zmęczona”
brzmi jak ciche „odchodzę”,
a moje krótkie „zostań ze mną”
ginie gdzieś na pustej drodze.
Ja już nie chcę walczyć więcej,
nie chcę trzymać cię na siłę.
Jeśli kiedyś odejdziesz,
zostaw choć jedną chwilę.
Będę nosił ją przy sercu,
jak fotografię sprzed lat,
żeby pamiętać, że istniało
to, co było całym światem.
Refren
Kocham cię jak ogień kocha wiatr,
rozpalasz mnie i gasisz świat.
Zostawiasz żar, zostawiasz dym,
a ja wciąż nie wiem, kim mam być.
Bo kiedy jesteś — czuję raj,
gdy odchodzisz — gaśnie maj.
Brakuje tchu w jednej sekundzie,
jakby świat zatrzymał puls już.
Jeśli to już koniec — powiedz.
Nie zostawiaj mnie w domysłach.
Ja wciąż stoję z sercem w dłoniach,
ty odchodzisz gdzieś do jutra.
Może kiedyś spojrzysz wstecz,
gdy ucichnie cały świat.
Nie chciałem od życia nic więcej,
niż twój uśmiech… jeszcze raz.