(Zwrotka 1)
Codzienność goni jak zegar w ruinie,
Na klatce cisza, a w głowie lawina,
Słowa jak dym z jointa — lecą i giną,
Marzenia z papieru, życie jak z gliny.
Na ławce ziomek mówi, że nie wierzy w nic,
Bo każdy plan mu spalił się jak stary list,
Ja wciąż szukam sensu w tych pustych ulicach,
Gdzie nocą echo niesie historie z piwnicach.
(Refren)
Między blokami rodzą się sny i błędy,
Między słowami — prawda i zaklęty,
Nie szukaj złota, tu świeci beton,
Ale w sercach ludzi tli się jeszcze ciepło.
(Zwrotka 2)
Nie jestem święty, popełniam błędy,
Czasem się gubię w labiryncie mych lęków,
Ale nie zgaszę płomienia w duszy,
Bo wiem, że nawet cień potrzebuje światła, by ruszyć.
Widzę dzieciaki — w oczach głód i gniew,
System ich nie widzi, a oni chcą chleb,
Tu każdy dzień to test, tu nikt nie ma tarczy,
A każdy wers to krzyk, co z ciszy się wyrwał w końcu.
(Refren)
Między blokami rodzą się sny i błędy,
Między słowami — prawda i zaklęty,
Nie szukaj złota, tu świeci beton,
Ale w sercach ludzi tli się jeszcze ciepło.
(Outro)
Niech leci bit, ja zostaję przy prawdzie,
Nie mam nic, ale wciąż mam marzenie w garści,
Paktofonika nauczyła — słowa mają wagę,
Więc mówię prosto z serca, nie dla braw, tylko z wiarą w zmianę.