Dni lecą jednym tempem, ten sam ciężar w głowie,
Te same ulice, rozmowy nie o sobie.
Zmęczenie na twarzy, kawa już nie działa,
I właśnie dlatego Warszawa woła.
Nie po blask, nie po sen z telewizji,
Tylko po zmianę tła dla własnych myśli.
Z prozy życia, z tego co przygniata,
Na moment zniknąć w środku miasta.
Uciekamy do Warszawy, nie przed — tylko po,
Po ciszę w hałasie, po zwykłe „jest okej”.
Po chwile, które mają więcej niż dzień,
Gdy dwoje dorosłych w końcu może mieć sens.
Uciekamy do Warszawy, zostawić to, co gnie,
Na innym chodniku łatwiej oddycha się.
W wielkim mieście odnaleźć swój ślad,
Gdzie nie trzeba grać — wystarczy trwać.
Warszawa nocą nigdy nie śpi,
Światła jak gwiazdy nad głową drżą dziś.
Ulice mówią tysiącem spraw,
A my w tym szumie mamy swój świat.
Hotelowe światło, późny wieczór, noc,
Miasto za oknem, a w środku spokój w końcu.
Nie trzeba wielkich słów ani planów na jutro,
Wystarczy, że jesteś – i to jest luksus.
Nie każde szczęście musi krzyczeć i lśnić,
Czasem ma adres. Warszawa. I my