(Zwrotka 1 – szybkie tempo, niemal melorecytacja)
Kolejny dzień jak kserokopia, znowu ten sam schemat
Wszyscy mówią co mam robić, jakby znali mój temat
A ja mam w głowie hałas, którego nie wyłączysz pilotem
Zamiast stać w kolejce po nic, wolę biec pod prąd, potem
Sprawdzić czy te skrzydła niosą, czy to tylko złudzenie
Zostawiam za sobą cienie i to zbędne milczenie.
Wdech, wydech – czuję jak krew krąży szybciej
Świat jest sceną, a ja nie chcę grać w statyście!
(Refren – melodyjny, chwytliwy, "hymnowy")
Jesteśmy tu, na krawędzi nocy!
Nie szukaj ratunku, nie szukaj pomocy!
W górę ręce, niech zapłonie ten bit
Piszemy historię, zanim wstanie świt!
To nasz czas, to nasz krzyk, to nasz lot
Zmieniamy przeznaczenie, rozbijamy ten splot!
(Zwrotka 2)
Betonowa dżungla śpi, ale my mamy oczy otwarte
Wszystkie stare obietnice – dzisiaj nic nie są warte
Liczę tylko na siebie i na tych, co obok stoją
Bo tylko tacy jak my, zmian się wcale nie boją.
Mówili: "zwolnij", ja wrzucam wyższy bieg
Rozpuszczam lody, choć wokół pada śnieg.
Nie pytaj ile mam, pytaj ile mogę dać
Zanim ta karuzela przestanie się w końcu gnać!
(Bridge – zwolnienie, budowanie napięcia)
Zatrzymaj klatkę, spójrz mi w oczy
Zanim nas ciemność całkowicie zaskoczy...
3... 2... 1... LECIMY!
(Refren)
Jesteśmy tu, na krawędzi nocy!
Nie szukaj ratunku, nie szukaj pomocy!
W górę ręce, niech zapłonie ten bit
Piszemy historię, zanim wstanie świt!