[Zwrotka 1]
Każdy poranek jak walka o tlen,
Wstaję, choć serce nie chce już biec.
W lustrze odbicie – nie ten sam człowiek,
Za oczami deszcz, a na twarzy śmiech.
Świat przygniata, nie daje spać,
Tysiące myśli chcą mnie złamać.
Ale słyszę głosy małych stóp,
I znów oddycham – choć tylko na pół.
[Refren]
Pod zasłoną uśmiechu chowam ból,
By nikt nie widział, że tonę znów.
Lecz twoje słowa dają mi grunt,
Żono, dzieci – mój cichy cud.
Każdy dzień to bitwa bez reguł,
Ale trzymam się was – dopóki mógłbym czuć.
[Zwrotka 2]
Czasem znikam w środku dnia,
Patrzę w pustkę, gdzie sensu brak.
Nie widać blizn, choć serce krwawi,
Udaję spokój – tak łatwiej się bawić.
Wszystko mam wywrócone jak sen,
Życie to labirynt bez bram i ścieżek.
Ale gdy córka mówi: „Tato, nie płacz”,
Wtedy wiem, że jeszcze mam czas.
[Refren]
Pod zasłoną uśmiechu chowam ból,
By nikt nie widział, że tonę znów.
Lecz twoje słowa dają mi grunt,
Żono, dzieci – mój cichy cud.
Każdy dzień to bitwa bez reguł,
Ale trzymam się was – dopóki mógłbym czuć.
[Most]
Może kiedyś znajdę w sobie światło,
Może jeszcze uwierzę w spokój i lato.
Bo gdy was widzę – serce bije znów,
Choć życie ciągle rani mnie do krwi.
[Refren – finałowy]
Pod zasłoną uśmiechu chowam ból,
Lecz w waszych oczach mam cały swój cud.
Nie jestem silny, nie jestem z gór,
Ale dla was przejdę każdy mur.
Każdy dzień to wyzwanie bez słów,
Lecz dzięki wam – jeszcze jestem tu.