Betonowy sufit, znowu liczę pęknięcia
Gdzieś uciekła mi młodość, zniknęły marzenia z zdjęcia.
Mam na imię Tomek, choć czuję się jak nikogo cień,
Znowu ta sama walka, znowu ten przeklęty dzień.
Wpadłem w wir, co wciągał głębiej niż dno butelki,
Dziś zbieram tylko żal, choć kiedyś świat był wielki.
Alkohol, prochy – moi najgorsi złodzieje,
Ukradli mi przyszłość, zostawili beznadzieję.
Stanąłem w miejscu, jak zegar, co stracił wskazówki,
W kieszeni tylko pustka i stare, brudne końcówki.
Inni biegną do przodu, ja utknąłem w tej matni,
W kolejce po litość, w tej podróży ostatni.
[Refren]
Tęsknię za domem, którego już nie ma kluczy,
Gdzie głos mamy w kuchni spokoju mnie uczył.
Tosia szczekała radośnie, merdając ogonem,
Dziś jestem zagubiony, wszystko dawno stracone.
Gdzie jesteś, Natan? Synku, tak bardzo mi brak,
Twojego taty obraz to dziś rozsypany wrak.
[Zwrotka 2]
Święta... dla innych to zapach choinki i ciasta,
Dla mnie to tylko mróz, co wbija się w serce miasta.
Samotność przy stole, na którym nie ma talerza,
Modlitwa do Boga, w którą nikt już nie wierzy.
Depresja to klatka, bez prętów, a trzyma najmocniej,
Każda minuta boli, każda noc mija wolniej.
Myślę o mamie – czy jeszcze o mnie pamięta?
Czy płacze po cichu, gdy nadchodzą te święta?
I Tosia, ten wierny psiak, co zawsze wybaczał,
Teraz tylko pustka, w której codziennie się taczam.
Straciłem wszystko, co miało jakąkolwiek wagę,
Dziś proszę o siłę, by odnaleźć w sobie odwagę.
[Bridge]
Mówią: „Tomek, wstań”, ale ja nie mam już nóg,
Zbyt wiele razy potknąłem się o własny próg.
Natan, pamiętaj, twój ojciec nie był tylko złem,
Po prostu zgubił drogę w tym życiu jak w marnym śnie.
[Refren]
Tęsknię za domem, którego już nie ma kluczy,
Gdzie głos mamy w kuchni spokoju mnie uczył.
Tosia szczekała radośnie, merdając ogonem,
Dziś jestem zagubiony, wszystko dawno stracone.
Gdzie jesteś, Natan? Synku, tak bardzo mi brak,
Twojego taty obraz to dziś rozsypany wrak.
[Outro]
Zagubiony człowiek...
Zamarznięty w czasie...
Przepraszam...