Wchodzę w solo mode — zero trust, zero stress,
życie to nie hazard, ale wciąż gram jakbym miał szczęść.
Nie szukam już parasoli, bo sam noszę własny deszcz,
jestem jak karta czarna — rzadki drop, nie żaden flex.
głowa w górę, ale myśli jeszcze wyżej od niej,
nie muszę gonić stad, skoro mogę iść po swoje.
Oni chcą mieć fame na skróty, ja na własnej dłoni trofeum,
nie ma nic za darmo — nawet cień ma swoją cenę, brodie.
Solo — solo — lecę jak KTM w nocy,
mój spokój to największa forma boskiej mocy.
W kieszeni plany większe niż ich wszystkie prognozy,
nie potrzebuję świty — mam królewskie predyspozycje.
Zdrada zrobiła mi tunning — teraz turbo w mojej głowie,
z minusów robię plusy jakbym mnożył je na słowie.
Nie jak projekt, każdy krok to blueprint,
wyżej mierzę, dalej lecę — jakbym biegł przez rooftop sprint.
Nie gram pod publikę — to nie show jak film na Netflix,
mam mindset jak diament — presja robi z niego perfect.