Niech złudne nadzieje nie zamkną w niemocy
Serca w odwadze chcące kroczyć
Gdy wątpliwości i strach obłudny
Chce przybić ostatni gwóźdź do trumny
Niech wieko życia tli się w radości
Szukając prawdziwej namiętnej miłości
Gdy czerń próbuje opętać twą duszę
Wołając z dzikością do wszelkich pokuszeń
Byś zaznał cierpienia, łzy gorzkie poczuł
Byś znowu cierpiał i żył w amoku
Niech chaos zdarzeń słów wypowiedzianych
Dotkliwie bolesnych drapiących rany
Nie popchnie w otchłań własnych rozterek
Ślepo podążając za głuchym cieniem
Podążając za głuchym cieniem
Niech ogień pragnienia wypali te cienie,
Zanim lęk zmieni serce w milczenie.
Choć świat chce podeptać, co w środku schowane,
Ja wznoszę mą prawdę nad każdą mą ranę.
Niech miłość mnie kusi, niech dzikość mnie niesie,
Gdy echo wolności rozbrzmiewa w tym lesie. Gdy echo wolności rozbrzmiewa i się niesie! Się Niesie!
Gdy łzy spływają po smutnej twarzy
Niech słońce ponownie pozwoli jej marzyć
Niech ptaki ukoją trud zbolałej duszy
By znów do miłości namiętnie kusić
Niech słowa będą łabędzim śpiewem
Dotykiem powietrza, aniołem, niebem
Bezkresnym wszechświatem, balsamem nektarem
Niech usta spijają namiętność z żarem
Niech ogień pragnienia wypali te cienie,
Zanim lęk zmieni serce w milczenie.
Choć świat chce podeptać, co w środku schowane,
Ja wznoszę mą prawdę nad każdą mą ranę.
Niech miłość mnie kusi, niech dzikość mnie niesie,
Gdy echo wolności rozbrzmiewa w tym lesie. Gdy echo wolności rozbrzmiewa i się niesie! Się Niesie!
Gdy szukasz znaków, po co ich szukasz?
Błądząc po omacku do drzwi kolejnych pukasz
Gdy namacalne okruchem się staje
A pycha nad miłością przeważa szale
Rozpylasz w powietrzu własne wątpliwości
W tęsknocie dotykasz serca i miłości
Dotykasz serca i miłości!
Niech ogień pragnienia wypali te cienie,
Zanim lęk zmieni serce w milczenie.
Choć świat chce podeptać, co w środku schowane,
Ja wznoszę mą prawdę nad każdą mą ranę.
Niech miłość mnie kusi, niech dzikość mnie niesie,
Gdy echo wolności rozbrzmiewa w tym lesie. Gdy echo wolności rozbrzmiewa i się niesie! Się Niesie!
W nim widzisz siebie, własne objawienie
W nim się chowają wszystkie twoje cienie
W nim żyją tajemnice niewypowiedzianych słów
Okruchów skalnych spadających w dół
I choć ciągle słyszysz wibrujący dźwięk
W sercu czujesz miłość... obok niego lęk.
Obok niego lęk!
W nim widzisz sen o nocy letniej
O chwilach wzniosłych, błogosławionych!
Własnym pragnieniem, własną dziką żądzą
Subtelnie miłością namaszczonych
Chowasz ten ból, blokując przed światem...
Nie chcesz znów patrzeć, w te twarze blade
Nie chcesz znów poczuć niedoskonałości
Twym światem jest świat, własnej wytrwałości
Własnej wytrwałości! Wytrwałości!