(Intro)
Yeah…
Światła migają, bas dudni w brzuch,
ktoś krzyczy „żyj!”, ktoś gubi swój ruch.
(Refren)
Party fucked up — za dużo ognia, za mało snu,
tańczymy na krawędzi jakby nie było jutra tu.
Party fucked up — neon, pot, szybki puls,
śmiech miesza się z chaosem, a noc pęka na pół.
(Zwrotka)
Kieliszki jak wieże, co chwieją się w takt,
DJ podkręca chaos, podkręca nam świat.
Ktoś zgubił telefon, ktoś zgubił wstyd,
ktoś znalazł odwagę, by powiedzieć „żyć”.
Buty w rękach, makijaż w łzach,
taksówki o świcie, róż na twarzach dnia.
Bałagan jak sztuka nowoczesnych chwil —
nic nie pamiętam… ale czuję, że żyłem.
(Refren — finał)
Party fucked up — za dużo ognia, za mało snu,
tańczymy na krawędzi jakby nie było jutra tu.
Party fucked up — neon, pot, szybki puls,
noc była szalona… i właśnie o to chodziło — luz.