Kolejny poranek budzik znów dzwoni
Czuję się jakbym była w agonii
W agonii w agonii jakbym była
Nie chcę go słyszeć niech w końcu przestanie
Idę dalej spać idę spać sobie dalej
Dopiero zamknęłam zamknęłam przecież powieki
Chce jeszcze spać spać błogo przez wieki
I nie obchodzi mnie pierwsza w pracy zmiana
Ma noc była ciężka i nieprzespana
I włącza się włącza kolejna drzemka
Nie chcę jej słyszeć jestem jak z drewna
Niech w końcu ucichnie bo szlag mnie strzeli
Niech w końcu przestanie do jasnej cholery
Bo jestem we własnej teraz jestem fazie
We własnym półśnie i własnej ekstazie
Noc nie przespaną zarwaną miałam
Spać tylko chcę o tym teraz marzę
W tym moim śnie będę wytrwała
Będę będę wytrwała będę
Wiem że podnieść się teraz powinnam
Bo praca to życie co na mnie czeka
Lecz wycia budzika tak ciągle unikam
Praca nie zając może poczekać
Może może poczekać
Niech do mnie dzwonią pytają co ze mną
Ich trudy pójdą pójdą dziś na daremno
Bo nie przemawia dziś za mną praca
Mój sen mi umysł będzie wzbogacać
Mój sen sen sen mój umysł
Będzie będzie mi wzbogacać będzie
Może i narażę się w pracy szefowi
Może i będzie do mnie później dzwonić
Lecz niech się dzieje co ma się dziać
W mym błogim śnie teraz chcę trwać
Chcę teraz trwać chcę chcę trwać
A kiedy będę już dobrze wyspana
Tak wypoczęta i tak zrelaksowana
Oddzwonię do niego
Co ma być niech będzie
Jutro do pracy znowu popędzę
Popędzę popędzę do pracy popędzę
Lecz teraz chcę spać chcę tylko spać
Niech budzik przestanie mi w końcu grać
Zamykam mieszkanie na cztery spusty
To będzie mój dzień Mój dzień rozpusty
Będzie będzie mój dzień
Mój dzień rozpusty rozpusty dzień
Dzień z błogim snem i moim wolnym
Z Dniem mym na luzie tym dniem frywolnym
Tym dniem frywolnym frywolnym dniem dniem
Bo nieraz wagary każdemu się należą
Noc miałam zarwaną
Choć w pracy nie uwierzą
Nie nie nie nie uwierzą nie uwierzą nie
Jednak gdy ciało nie współgra z myślami
Nie możesz się podnieść ni ruszyć nogami
Gdy w łóżku się czujesz dziwnie splątany
To Niemoc dopada i nagłe zwątpienie
Zapadasz znów w sen choć budzik szaleje
Zapadasz zapadasz w sen
Choć budzik budzik szaleje
Szaleje szaleje
I wiem że podnieść się powinnam
Bo praca to życie co na mnie czeka
Lecz wycia budzika ciągle unikam
Praca nie zając może poczekać
Nie zając nie zając nie nie nie
Może może poczekać
Niech do mnie dzwonią pytają co ze mną
Ich trudy pójdą pójdą dziś na daremno
Bo nie przemawia dziś za mną praca
Mój sen mi umysł będzie wzbogacać
Mój sen sen mój sen
Będzie umysł mi będzie wzbogacać będzie
Bo nieraz iść trzeba też na wagary
Gdy nastrój jest ponury i jakby szary
Gdy niewyspanie człowieka dopada
Gdy jego twarz jest dziwnie blada
Jego twarz jest Jest Dziwnie dziwnie
dziwnie blada jest
I gdy twa ręka budzik wyłącza
By tak nie dzwonił W sen się nie wtrącał
By tak nie dzwonił nie nie nie dzwonił
W twój sen się nie wtrącał
Dziś w mym wagarowaniu nie będzie końca
Nie nie nie nie będzie nie będzie końca
będę w nim trwać do zachodu słońca