Ociągam dziś się trochę choć sama nie wiem dlaczego, za oknem świeci słońce, do dnia woła następnego
Chyba najwyższa pora się obudzić
Śniadanie zjeść iść w drogę
Bo nie ma sensu dalej się trudzić
Zawracać sobie czymś ciągle głowę
Może i nie będzie lekko
Może trudności spotkam po drodze
Lecz nie oznacza to wcale
Że będzie jeszcze jeszcze gorzej
Nie nie nie nie oznacza
Obecny stan przestał mi odpowiadać
Te ciągłe - bycie w nim i bycie
Pytania sobie samej zadawać
A przyznam...
jest ich tyle że aż ich nie zliczę
Może lepiej będzie jednak
Opuścić ten stan dziwnego niebycia
Wyjść z niego światu się pokazać
Wyjść z tej próżni ciszy i ukrycia
Może to stan nieważkości któremu na chwilę się poddałam
Może jak wypiję kawę będę twardo po ziemi stąpała
Będę będę twardo po ziemi stąpała
Chyba już najwyższy jest czas
Obrać w tym życiu inny szlak
Może będzie lepszy a może nie
Cóż...Kto wie?
To ciągłe moje dylematy i rozważania
Dziś w nich siedzę przy kawie
Od samego białego rana
I krążą mi one w głowie i krążą
I tak świdrują mój mózg i świdrują
I ciągle w nim tak drążą
Drążą drążą i krążą
I może w końcu odpuszczą
Gdzieś pójdą gdzieś podążą
Zostawią w mej pamięci
Dróg trochę niezbadanych
Tych szlaków do których chcę iść
Przeze mnie jeszcze niezbadanych
Nie nie nie niezbadanych
Nieraz gdy na coś spojrzę
Mam dziwne deżawi
Dopada mnie wrażenie
A może to też złudzenie...
Czy to nie moje sny?
Te same twarze ulice
Ten sam budynek przede mną
Mych myśli wtedy nie zliczę
Jak myślą razem ze mną
Może to jednak nie złudzenie
Ani też żaden przypadek
Może to dawne moje wcielenie
I dawne sny tak teraz blade
Bo wciąż mi się wydaje że dłużej jakoś żyję
Że to nie pierwsze wcielenie gdy z własnymi myślami się biję tak z myślami się ciągle biję
Dziwny jest ten mój stan
Z euforii w zadumę popada
Po czym tak płynnie z wiatrem
W szaleństwo się przeradza
A może to nie szaleństwo
Może jednak nie zwariowałam
Może to moje królestwo
I w nim siebie koronowałam
Bo przecież można być panią
Na swoich własnych włościach
Być swoją własną poddaną
Opływać w posiadłościach
I nie są to żadne wille ni żadne lokaty na koncie
Lecz w spokój ubrane odbicie
Swobodnie sobie po świecie chodzące
A teraz, cóż...niech się dzieje co chce
Niech patrzą się na mnie jak chcą
Ja swoje dobrze dobrze wiem
Uwierzyłam swojemu sercu i snom
Uwierzyłam sercu sercu i snom
Bo w tym szaleństwie własnym
Jest mądrość pewna schowana
Bądź dziwna w sobie dla innych
Dla siebie - prawdziwa i poznana
Niech myślą że oszalałaś
Niech patrzą się wilkiem na ciebie
Ty swoje życie wygrałaś
Za czyimś życiem nie biegniesz
Nie nie nie nie biegniesz
Nie biegniesz
I może to być nawet stan
Ten stan całkowitej nieważkości
Lecz Nie potrzebuje reanimacji
Ni transfuzji własnej godności
Bo w szaleństwie w szaleństwie tym moim
Spokój i cisza panuje
W nim sobie tak ciągle pływam
W nim sobie też nurkuję
Z nim swój świat wciąż odkrywam
Z nim się doskonale doskonale czuję
Czuję czuję się doskonale
W tym moim stanie tak się czuję
Doskonale