Zwrotka 1
Dom był jak echo, co odbija strach,
słowa wbijały się mocniej niż bat.
Cisza przed burzą dławiła mnie w gardle,
każdy gest mógł rozpętać dramat.
Byłem winny, choć nie zrobiłem nic,
ciągle słyszałem, że jestem nikim.
Zamiast miłości dostawałem chłód,
nauczyłem się żyć, nie prosząc już.
Zwrotka 2
Widzieli wszystko, lecz odwracali głowę,
ich spojrzenia zimne – jakby mnie nie było.
„To nie nasza sprawa” – mówili po drodze,
a ja tonąłem powoli w ich milczeniu.
Nie bolał cios, lecz to, że nikt nie stanął,
że każdy krok ich oddalał mnie w dół.
Cisza była wyrokiem, gorszym niż przemoc,
zabiła nadzieję, że ktoś we mnie uwierzy.
Zwrotka 3
Na korytarzach śmiech wbijał jak nóż,
każde słowo raniło mocniej niż cios.
Byłem ich celem, a oni chcieli krwi,
znajdowali w moim bólu swój własny głos.
Udawałem, że nie słyszę, że nic nie czuję,
a w środku wrzała furia, której bałem się puścić.
Ich łatki ciążyły jak łańcuch na szyi,
ciągnąłem je latami, aż stały się mną.
Zwrotka 4
Najbliżsi wbili nóż, uśmiechając się przy tym,
sekret, co miał być święty, poszedł w tłum.
Rodzic nie bronił, przyjaciel zdradził,
została pustka i piekący wstyd.
Nie ma bezpiecznego miejsca, gdy zdradza rodzina,
nie ma powrotu do dawnej wiary w ludzi.
Zaufanie raz złamane gnije jak rana,
i nawet po latach wciąż czuć ten ból.
Bridge
Chcemy być zrozumiani, a sami ranimy,
w lustrze odbija się każdy nasz grzech.
Nie ma niewinnych, choć wszyscy cierpimy,
to nasze cienie krzyczą w nas wciąż.
Refren
Nie chcę już milczeć, nie chcę się bać,
to, co mnie niszczy, nauczyło mnie stać.
Nie oddam głosu, nie schowam łez,
z tego, co boli, zrodzi się gniew.
Outro
Po krzyku zostaje tylko ciszy smak,
blizny prowadzą tam, gdzie wraca lęk.
Możesz uciekać, lecz odnajdzie cię noc,
bo wspomnienia nie umierają jak sen.
A jeśli pytasz, kim jestem ja –
to ktoś, kto pamięta, choć chciałby zapomnieć.
I nawet w ciszy, gdy światło gaśnie,
ten ból oddycha we mnie jak cień.