(Refren)
Żyćko to nie bajka, to beton i piach,
raz daje ci skrzydła, raz wali w twarz.
Żyćko to szkoła bez planu i map,
uczysz się w biegu, bez taryf i rad.
Żyćko — raz góra, raz dół jak bit,
albo płyniesz po fali, albo toniesz w nim.
(Zwrotka 1)
Na klatce dym, w kieszeni drobne,
marzenia wielkie, realia chłodne.
Matka mówi: „Synu, rób coś ze sobą”,
a ja próbuję oddychać pod presji wodą.
Ziomy na ławce, każdy ma plan,
jeden chce hajs, drugi chce stan.
Trzeci mówi: „Bracie, byle przeżyć”,
bo żyćko potrafi szybko uderzyć.
Tu nie ma tutoriali jak wygrać dzień,
tu czasem wstajesz tylko po to, by wstać i biec.
Jednego dnia jesteś królem ulic,
drugiego liczysz grosze w kieszeni i dług w duszy.
Żyćko to trening charakteru,
nie lajki, nie fejm z internetu.
Tu albo się łamiesz, albo hartujesz,
albo uciekasz, albo budujesz.
(Refren)
Żyćko to nie bajka, to beton i piach,
raz daje ci skrzydła, raz wali w twarz.
Żyćko to szkoła bez planu i map,
uczysz się w biegu, bez taryf i rad.
Żyćko — raz góra, raz dół jak bit,
albo płyniesz po fali, albo toniesz w nim.
(Zwrotka 2)
Były momenty, gdy chciałem mieć reset,
wyłączyć wszystko, jak zepsuty headset.
Ale żyćko nie daje pauzy na strach,
musisz grać dalej, nawet gdy brak.
Miłość i zdrada, sukces i wstyd,
jedno po drugim jak wers i bit.
Raz czujesz ogień, raz tylko popiół,
raz masz ekipę, raz jesteś solo.
I uczysz się wtedy, kto jest naprawdę,
kto stoi przy tobie, a kto tylko w kadrze.
Bo żyćko filtruje jak sito na złoto,
zostają ci ludzie, nie tylko robota.
Nie jest idealnie i nie musi być,
bo sens nie leży w tym, by zawsze wygrywać, lecz żyć.
Z bliznami, z błędami, z głową podniesioną,
bo żyćko to walka — ale też wolność.
(Refren — finał)
Żyćko! to nie bajka, to beton i piach,
raz daje ci skrzydła, raz wali w twarz.
Żyćko! to szkoła bez planu i map,
uczysz się w biegu, bez taryf i rad.
Żyćko! — i choć czasem kopie jak glitch,
to dalej jest twoje — więc naucz się żyć.