Las pod górą dymił,
A wraz z nim płonął zachód słońca.
Zostało nas tylko trzech
Z osiemnastu chłopaków,
Jak wielu z nich, dobrych przyjaciół,
Pozostało leżeć w ciemności
W pobliżu nieznanej wioski,
Na bezimiennym wzgórzu,
W pobliżu nieznanej wioski,
Na bezimiennym wzgórzu.
Świeciła, spadając, rakieta,
Jak wypalona gwiazda.
Kto choć raz to widział,
Nigdy nie zapomni.
Nie zapomni, nie zapomni
Tych zaciekłych ataków –
W pobliżu nieznanej wioski,
Na bezimiennym wzniesieniu,
W pobliżu nieznanej wioski,
Na bezimiennym wzniesieniu.
Często śnią mi się wszyscy chłopcy,
Przyjaciele z moich dni wojskowych,
Nasza ziemianka z trzema kopcami,
Nad nią spłonęła sosna.
Jakbym znów razem z nimi
Stał na ognistej granicy –
W pobliżu nieznanej wioski,
Na bezimiennym wzniesieniu,
W pobliżu nieznanej wioski,
Na bezimiennym wzniesieniu.
Nad nami krążyły drony z bombami, ale my wytrzymaliśmy atak
Jak granit...
Na horyzoncie, który od płomieni
walk już czerwienieje i płonie, rozstrzyga się tu los jutra... czy nasz naród będzie żył, czy też popadnie w zapomnienie!