(Zwrotka 1)
Czasem patrzę na siebie, jakbym stał obok,
czuję chłód, gdzieś w środku pali się ogień,
słowa brzmią pięknie, są jak wina łyk,
lecz gdy kończy się noc, zostaje tylko krzyk.
Gdzieś w cieniu myśli, w ciszy serca drży,
jak echo dawnych obietnic i łez,
bo miłość to gra, w której czasem przegrasz,
a czasem nikt nie pamięta imienia.
(Refren)
Nie ufam uczuciom, zbyt łatwo bledną,
tak jak cienie w świetle, jak ślady we mgle,
miłość jak deszcz spada, by chwilę żyć,
a ja zostaję sam, z tą pustką na dnie.
(Zwrotka 2)
Widziałem już tyle, szeptów i śmiechu,
a każdy ślad – blednie, zostawia pył w biegu.
Czy można zaufać słowom i łzom,
gdy raz palisz się w ogniu, a raz toniesz w nim wciąż?
Patrzę na ciebie, piękną jak sen,
lecz w lustrze widać twarz pełną ran i skaz,
i choć uśmiech kusi, chcę uwierzyć ci,
gdzieś w środku boję się prawdy i kłamstw.
(Refren)
Nie ufam uczuciom, zbyt łatwo bledną,
tak jak cienie w świetle, jak ślady we mgle,
miłość jak deszcz spada, by chwilę żyć,
a ja zostaję sam, z tą pustką na dnie.
(Most)
Kiedyś może zaufam, oddam się w całości,
ale dziś wciąż boję się, czuję gorycz w kości,
bo każdy uśmiech niesie cień,
a w słowach prawdy tak mało, tak mało jej.
(Refren)
Nie ufam uczuciom, zbyt łatwo bledną,
tak jak cienie w świetle, jak ślady we mgle,
miłość jak deszcz spada, by chwilę żyć,
a ja zostaję sam, z tą pustką na dnie.
(Zakończenie)
Więc patrzę z dystansu, milczę, stoję z boku,
bojąc się, że znów utonę w tym mroku.
Gdzieś w środku płonę, lecz już wiem na pewno,
że nie ufam uczuciom – one zawsze gasną