(wstęp)
Czupryna faluje niczym biała chorągiew,
W oczach – nie spokój, lecz nieustępliwy ogień.
Nie szukał bogactwa w skrzyniach,
Jego bogactwem był wróg... zwierzęcy strach!
Życie upłynęło nie w pałacach, ale na polu, na trawie, gdzie podczas postoju pod głową siodło,
a na ramionach — bezkres nieba!
Hartował się w krwawych wyprawach,
Bo wiedział: dla większej chwały nic więcej nie trzeba!
Gdy ziemia drży pod krokami,
Gdy posłaniec przynosi czarną wieść,
Nie czeka z podstępnym, przebiegłym spojrzeniem —
Mówi prawdę, jak ostry włócznia.
„Idę na was!” — pędzi przez przełęcze,
„Idę na was!” — drży obóz Chazarów.
Aby mury Konstantynopola pamiętały,
Jak na bitwę szedł wojownik-książę.
Miecz Swiatosława — błyskawica na stepie,
Wybrał los groźny i smutny!
Zburzone wieże, spalony Itil,
Bizancjum skłoniło się w pokłonie.
Nie bał się tysiąca wysiłków,
Trzymając cały świat w swojej dłoni.
„Zmarli nie znają wstydu!” — głośno
krzyknął do swoich wojowników w otoczeniu pod Dorostolem. To nie porażka, to kolejna nierówna bitwa, która po raz kolejny toczy się pod błękitnym niebem, na czystym polu!
Progi Dniepru, zasadzka, zacięta walka
...twoja głowa, księciu, z ramion – twoja czaszka
jest teraz miską dla podłego
chana Pechenegów... cóż, taki jest bieg losu...
Ale i dziś słyszymy, ściskając broń w walce wyzwoleńczej: „To jest Rus! To jest moja krew!!!”
„Idę na was!” – leci przez przełęcze,
„Idę na was!” – drży obóz Chazarów.
Aby mury Konstantynopola pamiętały,
Jak na bitwę szedł wojownik-książę.
Książę ze stali, rycerz bez wahania,
Ty uczyłeś nas honoru w ogniu powstań.
Chwała Swiatosławowi!
Chwała Odważnemu!
Chwała Swiatosławowi!
Chwała Odważnemu!
Chwała Swiatosławowi!
Chwała Odważnemu!