

Prompt / Lyrics
Wchodzę jak wyrok na zwłokę, jak ogień na proch i jak wkurw na obłokę, mam w sobie beton i oddech, co pęka na stopę, gdy wjeżdżam na zwrotę, nie pieprzę, że „będzie”, bo byłem tam, gdzie już człowiek nie wierzy w robotę, gdzie lustro ci szepcze do mordy: „ty skończysz jak wszyscy” — ja kończę odwrotnie. Mam flow jak wstrząs po defibie, jak sprint po krawędzi, jak skok ponad szyderę, ty stoisz i liczysz mi błędy, ja liczę te noce, co dały mi blizny i sterę tych myśli, co tłukły mi bańkę, aż chciałem wyjebać to wszystko w cholerę, a teraz z tych myśli mam amunicję, by wejść na ten bit i rozjebać barierę. To nie jest rap do tańczenia dla pustych celebrytów z plastiku i fleszy, to zapis tych chwil, kiedy ledwo oddychałem, a świat mi dokręcał śruby i stresy, gdy każdy dzień walił mi młotem po karku, a ja se układałem z porażek adresy, dziś każdy ten adres to punkt orientacyjny: jak wyjść z bagna i wrócić do gry bez protezy. Mam w pysku ten jad, co nie służy do hejtu, a raczej do cięcia iluzji, bo widzę tu tłumy, co żyją na pokaz, a pustkę maskują jak makijaż w studni, ja wolę się przyznać, że nieraz byłem wrakiem, bez mapy, bez siły, bez ludzi, lecz właśnie dlatego mój głos ma ten ciężar, bo nie jest z reklamy — on wyszedł z erupcji. Refren: Jak mam paść — to po walce, nie po bajce, nie po pozie, jak mam zniknąć — to zostawię ogień w każdym słowie, bo za długo byłem na dnie, żeby teraz udawać spokój, teraz wchodzę po swoje, choćbym szedł po szkle i mroku. Jak mam paść — to po walce, z gardłem zdartym od prawdy, nie po lajki, nie po brawa, tylko po sens tej jazdy, bo za długo mnie łamało to, co miało mnie zabić, więc dziś robię z bólu paliwo i nie pytam: „czy wypali?”. Nie jestem z tych, co się prują o obraz, a w środku to mają kurz i panikę, ja noszę ten syf, ale przerabiam go w wersy, co niosą nie pozę, a dynamit i wynik, bo każdy, kto leżał na glebie psychicznie, ten wie, że najgorsze to zabić swój instynkt, ja go dokarmiłem tym bólem i głodem, dlatego dziś wchodzę tu kurwa jak blitzkrieg. I nie mów mi „wyluzuj”, bo luz to miałem, gdy nic mnie nie gryzło od środka, dziś mam w sobie tysiąc powodów, by wejść na ten podkład i rozciąć go do kości jak ostrza, to nie jest poza „bo modna”, to głos tych, co przeszli przez piekło i nadal chcą zostać, więc jeśli mnie słyszysz, to pamiętaj: po końcu nie zawsze jest koniec — czasem zaczyna się postrach.
Tags
rap, hip hop
3:04
No
3/14/2026