[Verse 1]
Wiesz co jest śmieszne? Ta komedia pomyłek
Twój zestaw żądań długi na kilometr
Chcesz mojego czasu, jakby był twój na własność
Ale gdy ja wołam – w twoim oknie światło gasło.
Chcesz, bym cię słuchał, bym czuł twój każdy ból
A gdy ja tonę – sypiesz na rany sól.
Lojalność? Tak, znasz to słowo doskonale
Dopóki służy tobie, dopóki grasz w tym balu.
[Chorus]
A gdy w końcu mówię: „Dość, już nie mam sił”
Gdy odcinam pępowinę, z której każdy pił
Zaczynasz swój spektakl, ten nędzny show
Rzucasz we mnie błotem, byle nisko, byle dno!
„Jesteś egoistą! Niewdzięcznik! Zły człowiek!”
„Tak bardzo się zmieniłeś!” – krzyczysz mi prosto w oczy.
[Verse 2]
Chcesz pomocy? Znikasz, gdy ja jej potrzebuję
Chcesz zrozumienia? Nawet nie próbujesz!
Twoja lojalność kończy się na twoim czubku nosa
Ja dawałem ogień, ty przyniosłeś tylko powódź.
Dziś patrzysz na mnie, jakbym ukradł ci tlen
Bo przestałem biegać na każde twoje „chcę”.
Dla ciebie byłem tylko funkcją, nie człowiekiem
Dziś zamykam te drzwi – i to z wielkim hukiem.
[Bridge]
I wiesz co? Tak, kurwa, zmieniłem się!
Nie jestem już tym, kogo można rzucić w kąt.
Bo zrozumiałem lekcję, którą życie mi dało
I choć bolało długo, to w końcu się udało:
Bycie dobrym dla wszystkich, bez żadnej granicy
To bycie katem dla własnej duszy w piwnicy!
[Chorus]
Więc graj dalej swój spektakl, ten nędzny show
Rzucaj we mnie błotem, byle nisko, byle dno!
„Jesteś egoistą! Niewdzięcznik! Zły człowiek!”
Tak, jestem inny! I nie spuszczę już wzroku!
[Outro]
Bycie dobrym dla świata oznaczało zło dla mnie.
Wybieram siebie.
Nareszcie.