Zmęczony jestem szeptem
Pytam dlaczego wciąż nie śpię
Dziwna energia przeze mnie przechodzi
Coś nadchodzi jakbym coś stworzyć miał z czego będę lub nie będę się śmiał ale będę to miał tak jakbym chciał a wiatr wiał i będzie wiał
Przeganiam piasek z powiek pod którymi kryje się człowiek patrzę a od patrzenia dostaje wyostrzenia na zjawisko starzenia i doświadczenia te osobiste i te pokolenia
Nie podniesiesz bo łupie cię w krzyżu
Z chodnika zgubione pięćdziesiąt groszy
Świadomy że można inaczej
Jak się pospieszysz to i tak nie zdążysz
Do golenia pewnie się jutro nie zbiorę
A na goleniach piszę ten utworek który żyje jak stworek urwany jak z Księżyca nie świeci dla dorosłych i dla dzieci jak donica co posłuży mi za znicz olimpijski tak daleki a tak bliski pobliski półtłuste mleko wlane do miski oklaski okrzyki i gwizdy burza braw jak pioruny spada na mą głowę tonę w snach o pieniądzach jak Korleone o to one równie tajne co ujawnione i spłonę owinąłem twe uszy makaronem
Nie podniesiesz bo łupie cię w krzyżu
Z chodnika zgubione pięćdziesiąt groszy
Świadomy że można inaczej
Jak się pospieszysz to i tak nie zdążysz
Nawet żeby tam była złotówka
Obliczasz zyski i straty
Nie odkładaj życia na później
Bierz całość nie rozkładaj na raty
Pełny energii i motywacji ja ci powiadam jak z ambony ksiądz Adam
Co ci zadam a dam nakaz i wykaz że dawać niezakaz a brać też czasem nakaz żeby żyć trzeba oddychać taki jest przekaz
Nie podniesiesz bo łupie cię w krzyżu
Z chodnika zgubione pięćdziesiąt groszy
Świadomy że można inaczej
Jak się pospieszysz to i tak nie zdążysz
Nawet żeby tam była złotówka
Obliczasz zyski i straty
Nie odkładaj życia na później
Bierz całość nie rozkładaj na raty