Nie pragnę czegoś bardziej
Bardziej nad wyraz Bardziej nad stan
Bo bardziej jest mi zbyt obce- bo
Bardziej za bardzo za bardzo znam
To co mam jest tym czego chcę
Jest tym jednym moim bardzo bardzo
Bardzo Zwyczajnym dniem
Zwyczajnym dniem
w zwyczajne chwile ubranym
Moim dniem tak bardzo
Tak bardzo mi znanym
Nie obchodzą mnie obce dobrostany
Bardziej mieć bardziej chcieć
Bardziej bardziej coś znaczyć
Moją chwilą jest spokój mi znany
Z wiatru mego tak bardzo bardzo wyszeptany
Nie oglądam się za życiem obcego
Jego bardziej jest tylko bardziej jego
Co mi po nim jeśli to nie moja droga
Ni ta chwila ni te bardziej czyjeś słowa
Może jedno mam tylko teraz życzenie
A może to nie życzenie lecz bardziej marzenie
By w ten jeden wiosenny mój dzień
Spotkał się z nocą mój spokojny sen
Bym mogła o wschodzie ku słońcu się zwrócić
By Tańczyć boso po rosie i pieśń mu bardziej zanucić
tańczyć boso po rosie
Pieśń słońcu zanucić
Bardziej zanucić
Tak po prostu
Jeszcze bardziej
Tak po prostu
Jeszcze bardziej
Nie pędzę za czymś gubiąc bardziej siebie
Własnymi łaskami bardziej się nie chełpię
I nie wymagam od innych zbyt i bardziej wiele
Są i będą sobą ja też się nie zmienię
Nie nie nie nie zmienię
Chciałabym tylko
zimą bardziej poczuć słońca ciepło
By w sercu zrobiło się znów bardziej lekko
Bo tego chłodu chyba jest zbyt wiele
Wciąż zima i lód wciąż w nim szaleje
Wciąż wciąż w nim szaleje
Bardziej szaleje
Tak po prostu
Tak po prostu
Nie oczekuję też od innych bardziej nieoczekiwanego
I w dobrym - nie szukam zła kogoś innego
Bo przecież i ja mam dni mroku i nocy
I Nie tylko mnie - bardziej kłują nieraz oczy
Chciałabym tylko wiosnę poczuć wtedy
Bym nie odczuwała bardziej mroku biedy
Bo kiedy wiosna zamieszka w mej duszy
Ni mrok ni ciemna noc- jej nie zagłuszy
Jej nie zagłuszy
Nie nie nie
Nie zagłuszy
Tak po prostu
Tak po prostu
Z wielu tych marzeń splecionych życiem
Mam w mojej myśli tylko kilka życzeń
Może się spełnią może bóg je usłyszy
Choć czasem i ja nie słyszę własnej ciszy
Lecz on przecież jest - w deszczu i wietrze
W promieniach słońca i każdym mym szepcie
On przecież jest mną, ja nim również jestem
Bardziej jego wiatrem
bardziej jego słońcem
bardziej jego deszczem
I we mnie jest bardziej- choć go nie widzę
Lecz czuję go sobą- wciąż czuję i słyszę
Może gdy zacznie mnie bardziej słuchać
I ja zacznę go też jeszcze bardziej słuchać
Tak po prostu
Tak po prostu
I bym już wiedziała że pójdę gdzie chcę
Bym czuła ten spokój ten wiatru szept
Bym nie musiała spowiadać się przed nikim
bym była dla siebie swoim własnym bardziej spowiednikiem
Zimę bym w wiosnę i maj bym ubrała
Bym po jej łące bardziej sobie pląsała
A gdy w październiku jesień by mnie spotkała
Bym ją ostatnim tchnieniem lata
i złotym liściem bardziej przywitała
Bym ją złotym liściem przywitała
Bardziej przywitała
Tak po prostu
Tak po prostu
Tak tak tak
Tak po prostu