Ciemność znałam od kołyski, mój cichy kat,
Słowa cięły jak brzytwy, dusiły każdy kwiat.
Dotyk, co miał być miłością, stał się bólu mapą,
Wypalony na mej duszy, jak straszna klątwa, łapą.
Lustro odbijało wroga, twarz, której nienawidziłam,
W każdym spojrzeniu ból, w każdej myśli się wstydziłam.
Chciałam zniknąć, byle dalej, byle gdzieś,
W pustkę, w nicość, w nieistnienie, byle precz.
Lecz gdzieś w środku, mała iskra, drżała wciąż,
Szeptała cicho: "Chcesz normalnie żyć, prawdaż?"
Cień mnie dusił, a promień marzeń wciąż się tlił,
O życiu bez strachu, o tym, by po prostu być.
Każdy uśmiech to był pozór, maska na mej twarzy,
Za nią ocean łez i lęk, co wciąż mnie parzy.
Ludzie widzieli pustkę, której nikt nie rozumiał,
Moją wojnę cichą, w której nikt mi nie pomagał.
Szepty w głowie ciągle niosły: "Jesteś nic nie warta,"
A serce krzyczało: "Pragnę być czyjaś, być otwarta."
Chciałam zniknąć, byle dalej, byle gdzieś,
W pustkę, w nicość, w nieistnienie, byle precz.
Lecz gdzieś w środku, mała iskra, drżała wciąż,
Szeptała cicho: "Chcesz normalnie żyć, prawdaż?"
Cień mnie dusił, a promień marzeń wciąż się tlił,
O życiu bez strachu, o tym, by po prostu być.
Kropla po kropli, nadzieja, jak deszcz na pustyni,
Że może kiedyś wstanie słońce, że lęk minie.
Że znajdę spokój, ciszę, miejsce, gdzie będę bezpieczna,
Gdzie będę mogła oddychać, gdzie będę wreszcie wieczna.
Nie w bólu, nie w strachu, lecz w jasności i w prawdzie,
Zbuduję nowy świat, choć serce krwawi wciąż.
Chciałam zniknąć, byle dalej, byle gdzieś,
W pustkę, w nicość, w nieistnienie, byle precz.
Lecz gdzieś w środku, mała iskra, drżała wciąż,
Szeptała cicho: "Chcesz normalnie żyć, prawdaż?"
Cień mnie dusił, a promień marzeń wciąż się tlił,
O życiu bez strachu, o tym, by po prostu być.
Może kiedyś przestanę się bać,
Może kiedyś nauczę się kochać.
Tę siebie, tę zranioną, ale silną,
Tę, co wciąż wierzy, że słońce zaświeci, miło