Jadę po swoje, nie pytam nikogo o zdanie, mówią mi "weź się ogarnij" – pierdolę to gadanie,
Mam wyjebane, robię to na swoich zasadach, jeśli mam spaść, to kurwa z hukiem, nie po cichaczu.
Nie chcę ich fejmu, jebie mnie to, co mówią w TV, prawda pod ziemią, na powierzchni same świry,
Ludzie na pokaz, fałsz jak pierdolony filtr, ja mam prawdę na języku, nie ukrywam nic.
Byłem na dnie, widziałem jak się kruszy wiara, brak hajsu, stres, życie jebie cię bez wahania,
Ale wstałem, nie dla lajków, kurwa, dla siebie, bo jak nie ja, to kto mnie z tej nędzy wyjebie?
Nie gram pod publikę, nie mam w sobie plastiku, prawdziwy jak ból po ciosie w samo serducho,
Nie licz na cud, bo nie przyjdzie nikt z ratunkiem, w tym kraju musisz zapierdalać, nie łapać słówek.
Ziomy padają, system ich łamie jak zapałki, a ty się dziwisz, że mam w tekstach same bluzgi?
To mój gniew, to mój świat, pierdolone realia, w których dzieciak na osiedlu marzy tylko, by przetrwać.
Jadę po swoje, nie pytam nikogo o zdanie, mówią mi "weź się ogarnij" – pierdolę to gadanie,
Mam wyjebane, robię to na swoich zasadach, jeśli mam spaść, to kurwa z hukiem, nie po cichaczu.