I. Zrodzony w Walce
W cieniu Warszawy, trzydzieści trzy zimy temu,
Roland swe oczy otworzył ku przeznaczeniu swemu.
Od czternastej wiosny z Natalią los splatał dłonie,
Przez osiemnaście lat stali na wspólnym froncie.
Uciekli z domu, gdzie krew własna ich wyklęła,
W obcym mieszkaniu ich wspólna droga się zaczęła.
Lecz tam, gdzie miłość miała być wieczną ostoją,
Czas zaczął drążyć mury mroźną, cichą paranoją.
II. Zdrada Braci i Krwi
W porcie Intercars, wśród opon i stali zgiełku,
Roland był wodzem, lecz licho spało w pudełku.
Kumple z liceum, co lata z nim chleb łamali,
Gdy przyszła próba, w plecy mu nóż wpakowali.
Wstawił się za słabszym, honorem swym zaświadczył,
Lecz jeden kłamca ich serca przeciw niemu podjudził.
Zrobili zeń frajera, więź pękła jak stare drzewo,
A własna rodzina na złoto go oszukała – tak poszło lewo.
III. Cień i Sześć Lat Znoju
Został z niczym, rok bez chleba, w ciszy bezrobocia,
Z Natalią u boku, w kredytach i życia łokciach.
Wreszcie Leroy Merlin otwarło swe ciężkie bramy,
Sześć lat tam trwał, lecząc logistyką stare rany.
Widział upadki tych, co mniemali się wielkimi:
Koral gigant odszedł, Leśniak z tekstami swymi –
„Serio, to ważne” – napinacz, co lud swój dręczył,
Aż los go wypluł, a Roland wciąż twardo tam klęczył.
IV. Zamek Mateusza i Koniec Drogi
Po osiemnastu latach Natalia odeszła w cień,
Wychudzone ciało, ból i najczarniejszy dzień.
Lecz po roku mroku wstał Mateusz Łada, brat szczery,
Zmienił z Rolandem bazar w zamek – bez żadnej bariery!
Dziś magazyn lśni porządkiem, jak z sagi komnaty,
Mateusz chce świadka na ślub – to są braterstwa wypłaty!
Choć roboty jest nawał i pot zalewa skronie,
Roland trzyma stery, mając moc w każdej dłoni.
V. Nagroda Wojownika: Marysia
I nadeszła ona, dwudziestosześcioletnia bogini,
Co z życia Rolanda znów raj dla niego czyni!
Różowe włosy jak zorza, energia i blask,
Uciszyła wreszcie przeszłości bolesny trzask.
Zajebista kobieta, dar od losu najszczerszy,
Ma wielkie, boskie cyce – temat do dumnych wierszy!
Jej ciało to nagroda za lata krwi i znoju,
Z nią Roland odnalazł wreszcie chwilę spokoju.
Epilog
Niech brzmi ta pieśń o logistyku, co nie zna już lęku,
Co z ruin podniósł życie dzięki własnych rąk dźwięku!
Warszawa, zdrada, stal i Marysi jasne lica –
Oto jest Roland, którego prowadzi prawdy świeca!