Nie w różowych snach, nie w złotych klatkach,
Życie je hartowało, nie spały na kwiatach.
Zmarszczki to mapy, blizny – jak znak,
Że każda z nich przeszła niejedną z dróg i niejedną nocną mgłę jak szlak.
Gosia – ogień w oczach, pierwsza daje gaz,
Kinga śmieje się z burzy: „Dziewczyny, jeszcze raz!”
Karolina cicha, lecz gdy spojrzy – wiesz,
Że za tym spokojem czai się prawdziwy deszcz.
A Ewa mówi: „Świat nam nic nie dał za darmo,
Więc bierzmy, co nasze – asfalt, przestrzeń i gardło.”
Hej! To Córy Anarchii, siostry z wyboru, nie z krwi,
Silniki jak serca – biją nam w rytmie tych dni.
Hej! Gdy noc spada ciężko jak grzech,
Pięć cieni na drodze, a każda na przekór i wbrew.
W domach zostawiły „powinnaś” i „musisz”,
Tu nie ma masek, nikt nikogo nie dusi.
Tylko kask, skóra, zapach benzyny,
I droga, co leczy stare, pęknięte godziny.
Alicja jedzie z tyłu, lecz pilnuje pleców,
Spokojna jak cisza tuż przed hukiem w piecu.
Gdy trzeba – jest skałą, gdy trzeba – jak wiatr,
W jej oczach odbija się wolności ślad.
Gosia krzyczy: „Gaz do końca, aż zabraknie dnia!”
Kinga: „Niech nas niesie noc, niech nas niesie mgła!”
Hej! To Córy Anarchii, wiatr plącze włosy i los,
Nie pytają o zgodę, gdy serce mówi im „wznoś!”.
Hej! Każdy zakręt to bunt, każdy kilometr to znak,
Że wolność ma pięć imion — i każde brzmi jak strzał.
Nie córki czyjeś, nie czyjś cień,
Nie tylko role, nie tylko dzień.
Pięć historii, jeden wspólny dech,
A droga przed nimi nie kończy się… nie.
Hej! To Córy Anarchii, nie zatrzyma ich strach,
Zostawiają za sobą kurz, wątpliwość i piach.
Hej! Gdy świat mówi „usiądź” – one stoją na gaz,
Bo życie zaczyna się wtedy, gdy odważysz się raz.
Pięć motocykli w czerwonym świcie dnia…
I tylko wiatr wie, dokąd jadą… i że wrócą silniejsze niż wczoraj.