Betonowe niebo pęka nad moją głową
Każdy oddech waży tonę, staje się kotwicą
Krew pulsuje rytmem kłamstw, które mi sprzedaliście
Wypalona ziemia, na której nic nie zakwitnie!
Patrzę w lustro, ale nie widzę już twarzy
Tylko mozaikę błędów i niespełnionych marzeń!Związane dłonie, usta pełne piachu
Buduję monument z własnego strachu!
Kto rzuci kamień, gdy wszyscy jesteśmy z lodu?
Spragnieni prawdy, umieramy z głodu!Rozrywam mrok, by poczuć, że wciąż żyję
W labiryncie szkła, gdzie serce ledwo bije
Nie szukaj mnie tam, gdzie kończy się nadzieja
Jestem tylko echem, które czas powoli ściera!To jest koniec!
ROZPAD!
Moje kości to fundament upadku!
PRZEPADNIJ!
Nie chcę waszej litości w tym statku!
ZGIŃ!Tylko echo...
Tylko pustka...