Szare bloki, zimny wiatr,
Na klatkach słychać życia zgrzyt i płacz,
W kieszeni dym, w oczach strach,
Narkotyk prawdę mówi, kiedy nie masz szans.
Patologia – to mój świat,
Tutaj marzenia giną w białych gramach,
Szare bloki, każdy zna,
Ten betonowy sen, co nie chce spać.
(Zwrotka 1)
Na ławkach cisza, albo krzyk,
Diler zna tu każdy trik,
Dzieciak ma piętnaście lat,
Już wie, jak sprzedać, żeby zgubić ślad.
Matka z butelką, ojciec gdzieś,
Mieszkanie tonie w cieniu starych klęsk,
Miłość? Zapomnij, tu jej nie ma,
Zastępuje ją adrenalina i chemia.
(Zwrotka 2)
Policja krąży jak rekin w krwi,
Ale nikt nie mówi, nikt nie pisze nic,
Tu każdy swój sekret nosi jak bliznę,
Ulica nie pyta, ulica gryzie.
Ziomek poszedł siedzieć – pech,
Drugi nie wstał więcej – śmierć,
Został tylko chłód i dym,
I ten głos w głowie, że nie ma już nic.
(Refren)
Szare bloki, zimny wiatr,
Na klatkach słychać życia zgrzyt i płacz,
W kieszeni dym, w oczach strach,
Narkotyk prawdę mówi, kiedy nie masz szans.
Patologia – to mój świat,
Tutaj marzenia giną w białych gramach,
Szare bloki, każdy zna,
Ten betonowy sen, co nie chce spać.