ĘOstatni dzień wakacji, ja patrzę głęboko ci w oczy.
W warkoczach uplotłaś chabry i maki.
Pochłaniam twój zapach jak chory.
Uzależniłem się raczej od ciebie. To czemu nie czuje euforii?
Bo jak się znowu mi w życiu pierdoli.
ja zastygam w bezruchu jak katatonik.
Księżyc oświetla nam drogę. Idziemy
Przez Słońce płowieją kolory.
Nie wiem czy widziałem cię serio? Czy sen był.
A nad ranem znikniesz, jak wszystkie upiory.
Pamiętam ten uśmiech niewinny i Słodki zapach lukrecji.e
Leżeliśmy na trawie i wtedy wiedziałem, że będę tym pierwszym.
Ref.
Znowu wspominam te wakacje. Morze i namiot we dwoje i wtedy.
Odcięci od świata jak rozbitkowie. Beztroskie uśmiechy mieliśmy jak dzieci.
Karmiłaś arbuzem i śmiałaś po prostu i brałaś za rękę a Ja przy tobie. czułem się pewny siebie jak superbohater.
I chciałem się w tobie smakować tak słodkiej i soczystej jak brzoskwinie latem.