[Young male vocal]
[Zwrotka 1]
Siedzisz w fotelu z marmuru sumień,
myślisz za wszystkich, nie w swoim imieniu.
Palec uniesiony, wzrok ponad tłumem,
etyka czysta – ręce umyte w milczeniu.
[Pre-refren]
Z kieszeni wystaje instrukcja świata,
jak żyć porządnie, jak umierać ładnie.
Ale gdy krzyczy ulica i ściana się łamie,
zostaje notatka: „rozważyć dokładnie”.
[Refren]
Fuck you, Kogito! patronie wahania,
królu przypisów, mistrzu unikania.
Fuck you, Kogito! od ważnego pytania,
bez brudu na rękach, bez ryzyka działania.
[Zwrotka 2]
Twoja odwaga ma termin odroczony,
zawsze po fakcie, zawsze spóźniony.
Historia krwawi, ty mówisz: „analizuj”,
jakby myślenie było do rozgrzeszenia wizą.
[Pre-refren 2]
I-ronia gładka, fraza wyprasowana,
sumienie kieszonkowe, wersja regulowana.
Świat się pali, a ty mierzysz popiół
linijką zasad, chłodno, podręcznikowo.
[Refren]
Fuck you, Kogito! strażniku sensu,
co nigdy nie biegnie — tylko waży konsensus.
Fuck you, Kogito, z twoją równowagą,
gdy brak równowagi jest jedyną odwagą.
[Bridge]
Może i myślisz, więc jesteś,
ale inni są – bo muszą działać.
Nie każdy luksus refleksji
to cnota, gdy jej cena to cudza strata.
[Ostatni refren (ciszej, z pogardą)]
Fuck you, Kogito! —
nie za pytania —
lecz za wygodę rozgrzeszania.
Fuck you, Kogito! mistrzu balansu,
zawsze pośrodku, bez degradacji i awansu.
Fuck you, Kogito, sumieniu w garniturze,
świat krzyczy „teraz”, ty czytasz procedurę.
Fuck you, Kogito! —
Pluję na na twoje pozory.
Moje gwałtowne rozkosze łamią twoje normy,
a ty licz dalej swoje puste rubryki i wzory.
[Outro]
Fuck you, Kogito!
Nie za pytania.
Nie za odpowiedzi.
Za to, że i tak
nic nie znaczyły.
Świat się nie mylił.
Świat się nie uczył.
Świat po prostu był
— Koniec myślenia.