Utknąłeś w rodzinnym mieście
Jeśli tak nazwać tą dziurę
Jesteś jak śliwka w cieście
Otoczony lepkim murem
Skończyła się już zabawa
Jeździsz na łysych oponach
Realna jest obawa
Że trzymany jesteś w szponach
Wszystko co masz najlepiej oddaj na złom
To ci ułatwi spierdalać stąd
Rusz się!
Nie oglądaj się za siebie
Hamulce sprzedałeś
Najwyżej się rozjebiesz
Złość co kisiłeś
Zasadź jak kapustę
Ratuj swoją duszę
Bo spojrzenie masz już puste
A jeśli cię trzyma bagno za nogi
I nie możesz ruszyć dupy
Lepiej żeby nie wyrosły ci rogi
Bo jeszcze trafisz do ciupy
Gdy cię wciągają ruchome piaski
Czujesz że znajdziesz się na dnie
To wtedy ludziom spadają maski
Jeden pomoże a drugi okradnie
Wszystko co masz najlepiej oddaj na złom
To ci ułatwi spierdalać stąd
Rusz się!
Nie oglądaj się za siebie
Hamulce sprzedałeś
Najwyżej się rozjebiesz
Złość co kisiłeś
Zasadź jak kapustę
Ratuj swoją duszę
Bo spojrzenie masz już puste
Kiedy zostałeś sam w szczerym polu
A wichry dymają cię z każdej strony
Marzniesz i chwytasz się alkoholu
Jaki ten świat jest popierdolony
Ogarnij dupę bez marudzenia
Nie daj się złamać bo będzie po chłopie
Dotrzyj do serca swojego rdzenia
Nie rób na złość sam sobie
Wszystko co masz najlepiej oddaj na złom
To ci ułatwi spierdalać stąd
Rusz się!
Nie oglądaj się za siebie
Hamulce sprzedałeś
Najwyżej się rozjebiesz
Złość co kisiłeś
Zasadź jak kapustę
Ratuj swoją duszę
Bo spojrzenie masz już puste
Rusz się!
Nie oglądaj się za siebie
Hamulce sprzedałeś
Najwyżej się rozjebiesz
Złość co kisiłeś
Zasadź jak kapustę
Ratuj swoją duszę
Bo spojrzenie masz już puste