Refren:
Cztery lata beton, cztery lata stal,
Zdradził mnie własny, ten co pił ze mną wódkę i palił.
Teraz patrzę mu w oczy – zimne jak bruk,
Kumpel? Nie, szmata. Czas na mój dług.
Zwrotka 1:
Pamiętam jak dziś – maj, ciepły wieczór,
„Bracie, wszystko ogarnę, spokojnie, nie pierdol”.
A potem syreny, światła w mordę, kajdanki na ręce,
On stał w oknie, zaciągał szluga i patrzył jak dziecko.
Nie kiwnął palcem, nie zadzwonił do nikogo,
Tylko sprzedał mnie tanio, jak złodziej stary towar z wózka.
Sąd przybił cztery a w celi uczyłem się wtedy,
Że zaufanie to najdroższa maska, co zawsze spada.
Refren:
Cztery lata beton, cztery lata stal,
Zdradził mnie własny, ten co pił ze mną wódkę i ćpał.
Teraz patrzę mu w oczy – zimne jak bruk,
Kumpel? Nie, szmata. Czas na mój dług.
Zwrotka 2:
W środku robiłem pompki, liczyłem blizny na duszy,
Każdy dzień to był trening – nie na siłę, na wkurw i na nóż.
Klawisz krzyczał „siadaj!”, ja w głowie miałem plan,
Jak wrócę, to ten szczur będzie błagał o litość sam.
Metafora życia? Jak nóż w kieszeni starej kurtki,
Albo jak spluwa schowana pod poduszką w celi numer cztery.
Nie płakałem, nie pisałem listów, nie prosiłem o pomoc,
Hartowałem się jak stal – zimna, ostra, do końca.
Zwrotka 3:
Wyszedłem. Grudzień. Mróz tnie twarz jak brzytwa.
Idę prosto do niego – bez maski, bez kominiarki, bez kiwania.
Otworzył drzwi, zobaczył mnie – oczy jak u sarny przed światłem.
„Stary… to ty?” – głos mu się trzęsie, jakby miał zaraz paść na kolana.
Nie biję od razu. Najpierw patrzę. Długo.
Potem mówię spokojnie: „Cztery lata czekałem na ten moment”.
Nie będzie krwi na chodniku, nie będzie krzyku na klatce,
Ale będzie wiedział – że zdrada ma swoją cenę i ja ją właśnie pobieram.
Outro / Refren ostatni raz (wolniej, z naciskiem):
Cztery lata beton… cztery lata stal…
Zdradził mnie własny… ten co pił ze mną wódkę i palił…
Patrz mi w oczy… zimne jak bruk…
Kumpel? Nie. Szmata.
Spłacony dług.