Ona była naga naga naga była
Stała w bezruchu oczy odkryła
Obdarta z szat złudzeń i obojętności
Pozbawiona wszelkich wątpliwości
Kręcąc biodrami bezwstydnie szła
Nie bała się innych odpowiedzi
Słów pogardy obcej jej gawiedzi
Niepewność zostawiła za drzwiami
Szła pewnymi namiętnymi krokami
Płomień ognia bił od jej nagości
Pożądając teraz czyjegoś sumienia
Usta ubrane w słowa pewności
Spijały brudy kłamstwa i milczenia
I choćbyś chciał przed nią duszę skryć
Ona nauczy cię... prawdą wkońcu żyć.
Nauczy cię nauczy
Prawdą żyć
PoMimo jej powolnych ruchów
Niezwykła siła biła od niej
Jej nagość może i zbyt wulgarna
Lecz Mówiła tak bardzo wymownie
Chciałeś uciec spojrzeniem
Wątpliwość zrodziła się w tobie
Czułeś że przed nią nie uciekniesz
Jej nagość płonęła zbyt wymownie
Wiedziałeś że jej głębia oczu
Pełnią księżyca jest przepełniona
Wiedziałeś że jeśli jej pozwolisz
Tajemnica twoja zostanie spalona
Zostanie
Zostanie spalona
Ona wyczuła tą niepewność
Spojrzenie jej ogniem zapłonęło
Wiedziała że tą chwilę wygrała
To nagiej jej prawdy arcydzieło
Bezwstydnie dłoń wyciągnęła
By odkryć to co przed nią schowałeś
Była zbyt silna zbyt pewna
Takiej jej jeszcze nie poznałeś
Nie nie nie poznałeś
Nie było na jej rzęsach łez
Nie było strachu żadnego
Chciała byś wiedział że jest
Tą prawdą co spotka każdego
Prawdą co spotka spotka każdego
Bo prawda jest naga i bezwstydna
Lubieżna też być potrafi
Gdy chcesz się przed nią schować
Ona odkrywa swoje karty
Odkrywa karty swoje karty
Choć chciałbyś stawić jej opór
W kłamstwa ponownie uderzyć
Ona nie boi się własnych kroków
Nie nie boi się nie
Z tajemnicą twą zechce się zmierzyć
Zechce się zmierzyć
Jej nagość bywa kusząco ponętna
Nęcąca tych co ją wielbić chcą... i wielbią
Co cenią sobie jej szczerość
Choć wcale się tym nie chełpią
Im bardziej jest w sobie frywolna
Im więcej odkrywa swej nagości
Tym bardziej jest w sobie dostojna
Pomimo tej namiętnej frywolności
I choć bywa że na drobnych rzęsach
Łza przez chwilę się pojawi
To nadal jest w sobie ponętna
ponętna ponętna jest
Nadal kusi do namiętnej zabawy
Ty stoisz przed nią bezbronny,
Choć szat masz na sobie tak wiele.
Przy niej twój pancerz jest płonny,
Pękają kłamstw karuzele.
Ona nie musi nic mówić,
Byś poczuł, jak grunt ci ucieka,
W tej nagości nie można się zgubić,
To ona na ciebie wciąż czeka.
I kiedy dotknie twej piersi,
Zdejmując ostatnią tajemnicę
Zrozumiesz, że tylko jej wierni
W prawdzie mają spokojne oblicze
Mają spokojne spokojne oblicze mają
Bo prawda jest naga i bezwstydna
Lubieżna też być potrafi
Gdy chcesz się przed nią schować
Ona odkrywa swoje karty
Odkrywa karty swoje karty
Choć chciałbyś stawić jej opór
W kłamstwa ponownie uderzyć
Ona nie boi się własnych kroków
Nie nie boi się nie
Z tajemnicą twą zechce się zmierzyć
Z tajemnicą twą zechce
Zechce się zmierzyć
Zechce zechce zmierzyć