Zwrotka 1
Budzik znów gryzie ciszę, jak pies bez łańcucha,
Ulice połykają ludzi, każdy biegnie — bez ducha.
Kawa jak benzyna, pali moje żyły,
A zegar się uśmiecha, że znów nas oszukał w chwili.
Refren
I gramy w to samo, dzień po dniu,
Jakby ktoś napisał scenariusz snu.
I choć w środku krzyczę, świat mnie gnie,
To w refrenie spalę codzienność — w rock’n’rollowym tlenie.
Zwrotka 2
Miasto to labirynt, z betonu i dymu,
Ludzie jak pionki — w grze bez końca i rymu.
A ja chcę wyrwać się, choć na chwilę w krzyk,
Niech echo poniesie głos mój — ponad cały krzyk ulic.
Refren
I gramy w to samo, dzień po dniu,
Jakby ktoś napisał scenariusz snu.
I choć w środku krzyczę, świat mnie gnie,
To w refrenie spalę codzienność — w rock’n’rollowym tlenie.
Bridge
Codzienność tonie w szklance wody,
Myśli walczą jak statki wśród lodu.
Ale w gitarowym ogniu znajdę sens,
Choćby miał spłonąć cały ten betonowy sen.
Refren (x2)
I gramy w to samo, dzień po dniu,
Jakby ktoś napisał scenariusz snu.
I choć w środku krzyczę, świat mnie gnie,
To w refrenie spalę codzienność — w rock’n’rollowym tlenie.