Życie jest zbyt piękne. Zbyt ważne. Przy nim wszystko blednie — nawet śmierć. Ja nie uronię już ani jednej łzy. Ta sztuka, którą grasz… nie jest moja. Zbyt boli, by w niej dalej brać udział.
Nie bywam już na salonach ludzkich dusz. Nie rozrzucam kwiatów z kruchych, słodkich słów. Nauczyłem się ciszy. Jeśli się śmieję — śmieje się cały świat, ale to nie dlatego, że to gra. Bo to nigdy nie była gra.
Jestem cały zbudowany z ran. Ale dzisiaj to nie ja jestem kaleką. To ty. Bo nigdy nie pozwolisz sobie na prawdziwą łzę. Nigdy nie odkryjesz się naprawdę.
Mówisz: „życie to teatr” — i grasz. Cały czas grasz. Aktor z ciebie doskonały. Sztuka nie ma końca. Sceną jest codzienność, maski zmieniasz jak rękawiczki. Kolorowa maskarada trwa. I trwa. Czas nie ma do niej dostępu.
Wokół wielu gości. Każdy z nową twarzą. Idealny klimat — więc zabawa trwa. Przy otwartych… i zamkniętych drzwiach. I tylko cisza wie, co naprawdę czujesz, gdy spada kurtyna.
[Female Vocal]